KasiaG1_05.jpg Rozmowa z aktorką Katarzyną Glinką, znaną widzom z roli Kasi Górki w „Barwach szczęścia” oraz Romy w “Tancerzach”

Popularność Katarzyny Glinki rośnie z prędkością światła. Nie dość, że niezmiennie gra Kaśkę Górkę w „Barwach szczęścia” w TVP 2, to teraz możemy ją jeszcze oglądać w tej samej stacji w nowym serialu „Tancerze”. Wciela się w postać ambitnej i charyzmatycznej nauczycielki tańca Romy.

- Do niedawna tabloidy aż trzęsły się od plotek na twój temat. Spekulowano, że romansujesz z Samuelem Palmerem, twoim serialowym eksnarzeczonym z „Barw szczęścia”. Teraz zapadła głucha cisza…

- Z czego się ogromnie cieszę!

- Trudno było przetrwać poprzedni szturm na twoją osobę?

- Plotkami żyje znaczna część naszego społeczeństwa. Ja jednak nigdy nie miałam i nie mam zamiaru się nimi przejmować, dlatego zachowuję do nich zdrowy dystans. By nie dać się zwariować – ani nie śledzę, ani nie dementuję doniesień na mój temat. Szkoda mi na to czasu. Taki, niestety, jest zawód aktora – wzbudza rozmaite emocje. Trzeba się do tego przyzwyczaić.

- A jak twoi najbliżsi reagują na wyssane z palca informacje o tobie?

- Przyjmują wszystko ze stoickim spokojem. Zresztą żyjemy swoim własnym życiem i nie pozwalamy, by plotki czy inne bzdury zawładnęły naszymi myślami.

- Ciekawe, jak udało ci się zamknąć usta plotkarzom?

- Szczerze? Żyję zupełnie normalnie – tak jak żyłam do tej pory. I nie zamierzam nic zmieniać ze względu na plotkarskie magazyny. Inna rzecz, że nigdy też nie robiłam niczego nadzwyczajnego, co mogło skupiać na mnie uwagę.

- Skoro już jesteśmy przy zmianach. Nadal obstajesz przy swojej decyzji dotyczącej udziału w nagiej sesji do „Playboya”?

- Moje stanowisko w tej kwestii się nie zmienia. Nie zapozuję dla „Playboya”.

- Ponoć to mąż zabronił ci występu w stroju Ewy…

- To mnie zaproponowano tę sesję, więc odrzucenie propozycji jest moją decyzją.

- Wiele kobiet, które rozebrały się dla „Playboya”, chwali sobie tego typu doświadczenie. Nie jesteś ciekawa, jak to jest?

- Nie. Nigdy mnie to specjalnie nie interesowało i nadal nie interesuje. Zdecydowanie wolę poznawać swoje ciało w innych sytuacjach życiowych (śmiech).

- Przejdźmy w takim razie do spraw zawodowych. Od lutego pracujesz na planie nowego serialu TVP 2 „Tancerze”, gdzie grasz Romę.

- Ta rola to dla mnie duże wyzwanie, bo nigdy jeszcze nie grałam takiej postaci jak Roma. Moja bohaterka jest nauczycielką tańca współczesnego, a jednocześnie niespełnioną tancerką, która marzyła kiedyś o wielkiej karierze scenicznej. Mimo wszystko spróbuje zmienić swoje życie i ma nadzieję, że uda jej się jeszcze zrealizować siebie.

- Miałaś już wcześniej kontakt z tańcem?

- Tyle tylko, co w szkole teatralnej, gdzie jednym z przedmiotów jest właśnie taniec.

- Czyli musi drzemać w tobie duży potencjał. Prześcignęłaś w końcu inne kandydatki ubiegające się o rolę Romy…

- Bez przesady. Myślę, że ważne były podstawowe umiejętności poruszania się. Zresztą moja bohaterka nie jest postacią tylko i wyłącznie tańczącą – wręcz przeciwnie – tańca w moim wykonaniu będzie raczej niewiele. Skupię się raczej na tym, co wychodzi mi najlepiej – czyli na kwestiach aktorskich. Roma to niezwykle ciekawa postać do grania. Zupełnie inna niż Kaśka Górka z „Barw szczęścia”.

- Chętnie bierzesz udział w lekcjach tańca?

- Oczywiście! I podchodzę do nich bardzo ambitnie! Przyswajam sobie przede wszystkim techniki modern jazzu. Nie chcę wypaść blado przy grupie znakomitych tancerzy – serialowych uczniów szkoły artystycznej. Muszę przynajmniej zagrać, że jestem lepsza od moich podopiecznych (uśmiech).

- Dobrze czujesz się w tańcu współczesnym?

- Modern jazz jak najbardziej odpowiada moim upodobaniom. Myślę, że miałam duże szczęście, że ten styl taneczny właśnie mi przypadł w udziale. Nie zazdroszczę Magdzie Walach, która wciela się w postać nauczycielki baletu. Klasyka kojarzy mi się z doświadczeniem i bardziej wyrafinowanymi umiejętnościami, przez co trudniej udawać specjalistę w tej materii.

- A co z innymi zobowiązaniami? Pojawisz się jeszcze gdzieś?

- Niezmiennie pracuję przy „Barwach szczęścia”. Ponadto wciąż czekam na premierę filmu Tomka Szafrańskiego „Od pełni do pełni”, w którym zagrałam główną rolę. Obok Andrzeja Nejmana i Andrzeja Grabowskiego wystąpię jako wróżka o dość wątpliwych umiejętnościach (uśmiech). Prawdopodobnie produkcja wejdzie do kin jesienią.

- Czy w nawale pracy znajdujesz czas na odpoczynek?

- Przyznam – z tym jest teraz u mnie ciężko, ale nie narzekam. Urlop przecież nie ucieknie. Lubię żyć na pełnych obrotach. Nawet gdy mam wolne, daję sobie wycisk. W lecie pływam, gram w tenisa, w zimie natomiast jeżdżę na nartach. Aktywny tryb życia plus pozytywne nastawienie każdego poranka to moja recepta na dobry stan ducha i ciała.

- Wracając jeszcze do seriali. Która z postaci granych przez ciebie jest bliższa tobie – Kasia Górka z „Barw szczęścia” czy Roma z „Tancerzy”?

- Żadna. Proszę pamiętać, że każda z nich jest jedynie wytworem wyobraźni scenarzystów i nie ma ze mną za wiele wspólnego. Oczywiście, zawsze danej postaci coś się z siebie daje, ale jest tego naprawdę niewiele.

- Pytam, bo jednak widzowie często utożsamiają postać z aktorem, który ją gra.

- No tak, a jest to duży błąd. Oczywiście, to miłe, gdy widz sympatyzuje z bohaterem i jemu kibicuje, lecz musi mieć świadomość, że to scenarzyści kreują postaci oraz to, jak będą one przez nich postrzegane. Tak na marginesie myślę, że szufladkowanie budzi lęk u większości aktorów pojawiających się w serialach.

- Mimo niebezpieczeństwa przyklejenia łatki, ty wciąż pojawiasz się w tasiemcach…

- Od lat występuję w serialach i przyznam – lubię to. Taka praca wywołuje na pewno zupełnie innego rodzaju emocje, bo nie gra się od początku do końca, a po kawałku. Gdybym jednak nie czerpała z tego żadnej przyjemności, na pewno bym się do niczego nie zmuszała.

- Poza tym granie w serialu może podreperować budżet…

- Zgadza się. Warszawa daje mnóstwo możliwości rozwoju i to właśnie mnie tu przygnało. Oraz fakt, że o wiele łatwiej w stolicy niż gdziekolwiek indziej połączyć występy w teatrze z pracą przed kamerami. To pierwsze można traktować jako hobby, drugie jako źródło utrzymania.

Rozmawiała: RA