Najlepszy, najświeższy, najbogatszy blog o serialach!
Uwaga spoiler! Odcinek 210!
Nasze blogowiczki zastanawiały się, jaką funkcję będzie pełnił Marek Dobrzański (Filip Bobek) po powrocie do Domu Mody Febo&Dobrzański. Sprawa wyjaśni się w odcinku 210.
Violetta (Małgorzata Socha) będzie nadal tytułowała Marka “panem prezesem”. Pshemko (Jacek Braciak) zapyta Dobrzańskiego wprost, kim on teraz właściwie jest.
- Będziesz teraz asystentem Urszuli? – będzie dociekał projektant.
- Raczej konsultantem - odpowie Marek.
Tak więc wszystko jest już jasne… A dla Marka i tak liczy się przede wszystkim to, że może być blisko Uli… Na niektórych zdjęciach nawet bardzo blisko, nieprawdaż???
Poproszę o głosy na gwiazdki.
Uwielbiamy seriale tak jak Ty. Mamy to szczęście, że możemy odwiedzać plany i rozmawiać z bohaterami filmów.
Tutaj chcemy się tym szczęściem podzielić z Tobą. :)
monika
15 lis 2009 o godz. 18:56
jest nowy news !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
kwoczkaa
15 lis 2009 o godz. 18:56
sandrax Sonny Ericsoon W715 ;*
idę papa;*
Marta2 (KWM) nie jestem kwiatem lotosu...Gdzie ta era marchewki?
15 lis 2009 o godz. 18:57
Maki- ale Ula przecież wie, że Marek czuje do niej więcej niż przyjaźń- choć może nie wie, jak głęboko ją kocha. Powiedziała przecież, że za nią latają, bo jest niedostępna. kwiaty, wołanie pod jej oknem, telefony. Wyznanie, że to on odwołał ślub. Tyle osób mówiło, że Marek coś czuje. Jego stwierdzenie, że była najlepszym w jego życiu. Zresztą- po co inaczej miałaby kłuć mu w oczy Piotrem?
monika
15 lis 2009 o godz. 19:02
sandrax,wybierz sie do salonu Orange a moze ktoras z kolezanek ci cos doradzi lub jak jej podoba ci tel. to kup. W razie watpliwosci jak obslugiwac tel. bedziesz miala ja pod reka
jukaka
15 lis 2009 o godz. 19:12
Wrociłam z zakupów więc witam się ponownie.
Wykończyła mnie ta bieganina…
Nadrobiłam komenty i jaki wniosek? : jako blogowicze mamy zamiłowanie do języków obcych
-jedni tłumaczą na angielski brzydulową wikipedię lub kują po 600 słówek na anglika
-inni używają łaciny , co nam wczoraj anonim wytykał
-a reszta poznaje (rozpoznaje) języki obce miotając się między tym czy to język Uli czy Marka, czyli czy mniej czy bardziej różowy….
Ktoś się jeszcze łudzi, ze można tu być normalnym????
A swoją drogą – uwielbiam ten urok szaleństwa….
panna zet – pewnie że cię pamiętamy, mimo tylu nowych nicków. Tak więc nie kryguj się, czuj się tu potrzebna i wyjątkowa (jak i wszyscy inni
też) i wpadaj śmiało.
Małgoś – ten klin z pokerem nie daje mi spokoju. Coś mnie niepokoi, zgrzyta, wywołuje protest ale jeszcze nie bardzo wiem co. To słowo dopiero się klaruje.
Pisałaś że “W pokera wygrywa osoba, która ma najwyższy układ kart.” – nie gram w pokera, ale może być też chyba tak, że wygrywa ta osoba, która w porę wstanie od stołu? Bo nie przegra wszystkiego co ma, zwłaszcza gdy jej karty są tak słabe jak Piotra
lub…. gdy inni jak Ula i Marek grają znaczonymi kartami.
Bo przecież Ula i Marek grają znaczonymi kartami – kartami znaczonymi miłością i tym co ich łaczyło i łączy.
To daje im przewagę nad Piotrem. To oni mają asy w rękawie, bo to oni znaja swoje reakcje, uczucia, słabe punkty i mocne strony.
Trudniej im zachować wobec siebie twarz pokerzysty (wobec Piotra mogą to robić bez trudu) bo znają nawzajem każdy ton głosu, każdy swój grymas twarzy, spojrzenie, gest, wiedzą co sprawia im ból i radość i potrafią sobie nawzajem dawać i tą radość i ten ból.
Piotr w takiej rozgrywce jest bez szans… Ma okazję odejśc od stołu, odejść z twarzą, wyjechać. Ciekawe czy starczy mu inteligencji by ocenić swe szanse w tej grze i tyle rozumu by od gry odstąpić….
I jeszcze jedna możliwość. Gra w pokera może nie wypalić z tzw. obiektywnych przyczyn wyższych, takich jak. np. brak prądu…. Może w życiu naszych bohaterów też zaistnieje siła wyższa która przerwie tę krzywdzącą wszystkich gre, zanim wszyscy poniosą zbyt wiele strat? Może działaniem tej wyższej siły będzie wypadek Marka? Fakt – Marek poniósłby duży koszt takiego przerwania gry, ale w ostatecznym rozrachunku wszyscy by wygrali. Ula&Marek bo nie straciliby miłości, Ula&Piotr bo nie uchwyciliby się fałszywej nadziei na miłość, Piotr bo nie przkonałby się kiedyś, że to coc dostał od Uli to tylko cień miołości i miałby szansę znaleźć tę prawdziwą….
Może mi się to w pisaniu wyklarowało- jeszcze pomyślę. I jak Małgoś to widzisz?
Lecę bo siostra wpadła….
pod wiatr
15 lis 2009 o godz. 19:31
Witam Wszystkich. Doszłam do 15.38, więc nie wiem, co teraz się dzieje na bieżąco. Napiszę, a potem nadrobię.
Na początek: W wywiadzie z ubiegłego roku Filip, zapytany przez dziennikarkę, jaką kobietę woli – w szpilkach czy w trampkach, łażącą po płotach, odpowiediał:
“Taką, która zdejmie szpilki, aby razem ze mną przejść przez płot”.
Nie komentuję, bo po co.
Trochę uwag do tego, co wczoraj umknęło w ferworze walki:
1/ parę razy zacytowałam: nic nie jest takie …”, oczywiście powinno być: “nie wszystko jest takie …”
2/ an5ka – 14 lis 2009 o godz. 22:49
“Prawniczka 14 lis 2009 o godz. 22:19
Cieszmy się z tego co mamy. Ula robi postępy i to we właściwym a w zasadzie jedynie słusznym kierunku. Marek w parku pyłek strzepuje z rękawa jej sukienki , który dojrzał w wyobraźni i nie słyszy wrzasku ” nie dotykaj mnie !”. A to odruchowe poprawianie włosów przy akcji drukarnia to prawie jak Marek Ulę wziął za rękę , gdy jechał z nią do Rysiowa po auto. NIe całkiem , ale prawie.”
Lepiej bym tego nie ujęła.
3/ Paja – 14 lis 2009 o godz. 23:03
“jukaka – ja mysle, že Brzydula ( i nie tylko polska) sie kojarzy nie tylko z moim ziciem, ale tak troche z ziciem wszeckych kobiet i dla tego sa kobiety na nej tak uzaložene (i nie tylko w Polsce). Ula jest prototypem každej z nas – i každa z nas w nej najde cos sie kojarzy z nia lub co by chcela, že by sie kojarzylo. To tema jest genialne i autor tego tematu jest genialny – dla tego ma juž 17 werzii. Brzydula nas wzmuszca k zamysleniu ponad nasim žiciem i dla tego nas los Brzyduly tak interesuje.”
I to pewnie jest tajemnica, dlaczego tak zawzięcie dyskutujemy – każda z nas odbiera trochę przez pryzmat własnych doświadczeń, ale przecież próbujemy też dojść do bardziej ogólnych wniosków.
4/ Paja – 14 lis 2009 o godz. 23:22
“Marek jej dzieky tej jego delikotnosci pomogl radzić sobie ze swoimi wewnętrznymi problemami – ona po moim zdaniu wybaczyla nie tylko Markowi, ale takže sobie. I dla tego ona sie teraz czuje tak spokojne. Ona dla tego sama sobie wybaczyla i tego Bartka, bo widzela, že wszycko nie jest tak czarno biale – a naprawda ani Bartek taky nie byl. Bo nikt z nas nie jet czarno bialy.”
Paja, poruszyłaś tu nowy wątek, nie spotkałam się jeszcze z nim (chyba, że przeoczyłam), tzn. – Ula musi wybaczyć samej sobie to, że dała się oszukać. Musi przyznać samej sobie prawo do błędu, uznać, że nie jest idiotką. No i przyznać, że postępowanie Marka, a także być może Bartka, to nie było samo zło, znależć elementy pozytywne.
Ula już kiedyś powiedziała (pomyślała, napisała – źródło mogę znaleźć, ale szkoda czasu), że dobry człowiek może robić złe rzeczy. Zrobienie kilku złych rzeczy nie może przekreślić człowieka całościowo, zwłaszcza, gdy zrozumiał, żałuje, chce naprawić i wszystko wskazuje na to, że już tego więcej nie zrobi.
5/ Małgoś – 14 lis 2009 o godz. 23:29
klin 11 – czyż Ula wobec Piotra bezwiednie nie korzysta ze schematu skopiowanego z kartki znalezionej w szufladzie? Przecież takiego “zanęcania” to nawet sam Wielki Mistrz Sebastian by się nie powstydził.
Oba kliny świetne.
PS. Trzeci też.
6/ mistmist (w każdej bajce jest jakiś Marek)
14 lis 2009 o godz. 23:36
“Zagadka Zmiętego ma swoje rozwiązanie w offach Ulki w 209, na początku odcinka:
“gadam od rzeczy, wysyłam wierszyki, przejmuje się, a on leci za ocean LECZYĆ CUDZE SERCA.”
Dla potrzebujących – z Ulowego na nasze:
- tyle mu dałam (wierszyki, świergolenie, przejmowanie się, że się może obrazić – no tak, faktycznie, kredyty i pierogi to nie były)
- a on nie zamierza być klajstrem na moje obolałe serce
Ja naprawdę nie wiem, co jeszcze komu wyjaśniać.”
Genialne.
7/ Lesna (sama bym tego lepiej nie ujęła)
15 lis 2009 o godz. 00:32
“…ogólnie się zgadzam… może dlatego że strasznie wielu ludzi mówi mi co mam robić… i strasznie mnie to wkur… bierze się to chyba stąd, że człowiek z natury łagodny i spolegliwy wydaje się być mało decyzyjny i potrzebujący w tym zakresie pomocy… ale tylko wydaje… czyli wszyscy „chcą dobrze”… ale jak to już wspomniałaś… piekło… kończy się to tak, że przestajesz się zwierzać i opowiadać, zamykasz się…bo jak masz słuchać kolejnych „cennych rad przyjaciół i rodziców” to człowieka skręca… czy właśnie nie tak często robi Ula… czasem też wolisz porozmawiać z kimś „niezrzeszonym”… trafiło na Piotra…”
O swoich problemach najlepiej rozmawiało mi się z życzliwą, ale średnio bliską koleżanką. Od cennych rad można dostać tylko mętliku w głowie i nie słyszeć własnych myśli. Bliskim najczęściej mówiłam, że wszystko w porządku, bo oprócz swoich problemów, musiałabym dodatkowo martwić się tym, że oni się martwią. Dlatego twierdzę, że pomóc trzeba umieć, a nie tylko chcieć. Na szczęście mnie udało się uniknąć tej pułapki. Syn ma bardzo duży margines zaufania, a ja nigdy nie wprowadzam go w poczucie winy, że zamartwiam się jego problemami. Problemy są po to, żeby je rozwiązywać, a nie zamartwiać się nimi. Nie jest to moja wiedza wrodzona, po prostu nauczyłam się tego sposobu myślenia.
“Mój jest ten kawałek podłogi, nie mówcie mi więc, co mam robić …”
8/ jukaka – 15 lis 2009 o godz. 00:35
Nic dodać, nic ująć, stuprocentowe charakterystyki.
Znam jednego Marka, który nie ma takich cech i przyznam, że zawsze mi “zgrzytało”, gdy się do niego zwracałam. Teraz już wiem, imię nie pasuje do niego!
9/ lawal
15 lis 2009 o godz. 02:00
“dobranie na zasadzie kontrastu działa tylko w życiu prywatnym,
partnerów biznesowych wybieramy zawsze podobnych do siebie…”
W odniesieniu do Marka i Uli to myślę, że oni się również w firmie mogą uzupełniać na zasadzie: ona od koncepcji, on bardziej od realizacji. Mają różne cechy charakteru, ale podobne priorytety, np. dobro pracowników, zdobycie nowych odbiorców (Paulina i Aleks są zwolennikami zakonserwowania firmy na zdobytych wcześniej pozycjach), oboje nie boją się trudnych, ryzykownych przedsięwzięć (a więc nie będą się wzajemnie “blokować”). Poza tym mają do siebie zaufanie na polu zawodowym, więc po prostu każde z nich może pozwolić drugiemu na autonomię w zakresie jego pola działania.
10/ Żona Adama Kapcia,czyli ŻAKlina z małym HAIKU…..ale…Co Żona Dasia w domu nauczy…..to i w pracy będzie umiał
15 lis 2009 o godz. 02:08
Jeśli ktoś pominął ten tekst, to proponuję wrócić.
(Namawiać nie mogę, bo to by było w sprzeczności z moimi zasadami).
Ale uprzedzam – trudny.
11/ jukaka – 15 lis 2009 o godz. 03:34
Czy to są te zagubione-odnalezione cytaty? Jeśli tak, to dobrze, że odtorzyłaś.
12/ an5ka
15 lis 2009 o godz. 09:01
“witam o niedzielnym poranku
pod wiatr
15 lis 2009 o godz. 01:31
NIe wiem czy sie cofniesz po odespaniu. Najwyżej przekleję.
Przy nierządzeniu Marka miałam na myśli jego formalne odsunięcie od władzy przez zarząd, który zaczął zarządzać jako silna grupa pod wezwaniem. Perspektywą była raczej prezesura Aleksa, niż kontynuacja Marka.
Mianowanie Uli oceniam jako licencja poetica i dlatego dyskusja w zakresie pozytywizmu lub romantyzmu tej decyzji raczej trudna jest, chociaż może być interesująca.
Powiedziałabym , ze Marek wykorzystał sytuację , uznając że koło ratunkowe samo pcha mu sie w łapki. I innego nie dadzą. A że był obiektem trafionym zatopionym ….”
Ranny ptaszek z ciebie.
Dwa w jednym – O.K. Firma i Marek – to jedno, w końcu to firma rodzinna. W tym przypadku nie da się precyzyjnie oddzielić relacji zawodowych i prywatnych, podobnie jak w małżeństwie Krzysztofa i Heleny. To się wzajemnie przenika i Ula musi też się o tym przekonać i z tym pogodzić.
Jeśli mają być razem, to i o majątek też muszą dbać wspólnie, bo będzie wspólny.
Co do silnej grupy pod wezwaniem – myślę, że w momencie podejmowania decyzji o takiej formie rządów w firmie, sytuacja była inna, niż po powrocie Krzysztofa z zagranicy: wtedy Marek był z Pauliną, mieli wziąć ślub, Ula została potraktowana jako ta, która chce doprowadzić do przejęcia połowy firmy, a Marek jako naiwny i łatwowierny, który dał się nabrać na intrygę pazernej dziewuchy. Taki obraz sytuacji forsował Aleks, Paulina wtórowała, Krzysztof nie znał Uli ani jej relacji z Markiem, miał wieloletnie zaufanie do Aleksa, a Marka traktował, no tak sobie…
Marek nie “rządził”, bo wszystkie jego decyzje były przegłosowywane.
Po powrocie Krzysztofa i poważnych rozmowach z Markiem i Ulą – ten pierwszy zorientował się w końcu w sytuacji, zrozumiał powody ich postępowania i zmienił swoją ocenę zarówno Uli, jak i Marka.
Dalej – to co napisałam: 15 lis 2009 o godz. 00:23.
13/ Maki – 15 lis 2009 o godz. 12:11
Analiza świetna.
Co do teorii rozwoju sytuacji – ten serial chyba też nas uczy: Nie słuchać plotek, nie poddawać się obiegowym opiniom, nie posiłkować się opiniami najbardziej nam życzliwych osób – gdy chodzi o sprawy naprawdę dla nas najważniejsze. Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
Tak na koniec moje motto w wyborze partnera:
Nieważne, jaki jest dla innych, ważne, jaki jest dla ciebie, jak się czujesz, kiedy jesteście razem.
Dla większości znajomych najlepszym kandydatem na twojego męża będzie ten, który bardzo ładnie i z uśmiechem powie im “dzień dobry”.
To tyle, ufff.
Maki
15 lis 2009 o godz. 19:53
Marta2 (KWM) nie jestem kwiatem lotosu…Gdzie ta era marchewki?
15 lis 2009 o godz. 18:57
Ciekawe czy gdybyś miała takie informacje nt faceta, który Cię skrzywdził i wiedziała, że przez dłuższy czas bardzo przekonująco mówił o uczuciu którego nie było , to uwierzyłabyś tak łatwo. Ona może dostaje takie sygnały ale nie dopuszcza do siebie informacji, że Marek może jednak coś do niej czuje naprawdę. Nie dopuszcza, bo boi się, że uwierzy, a później znowu będzie cierpieć, I bardzo długo jeszcze nie uwierzy, przynajmniej przez miesiąc.
Pod wiatr,
Twoje motto co do wyboru partnera jakże słuszne.
Co do słuchania opinii, to ja uważam, że trzeba słuchać i analizować, ale nie podejmować decyzji bezmyślnie, tylko na ich podstawie. Tak, masz rację rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa z najbliższą osobą to najważniejsze, pod warunkiem że sa to rozmowy szczere.
Anonim
15 lis 2009 o godz. 20:15
Maki
15 lis 2009 o godz. 19:53
“Co do słuchania opinii, to ja uważam, że trzeba słuchać i analizować, ale nie podejmować decyzji bezmyślnie, tylko na ich podstawie.”
Jasne, tyle że opinie bliskich nie mogą być wyrażane jako nieustanny harmider, nie powiem jazgot (powiedziałam), bo wtedy naprawdę własne myśli nie mogą się przebić. Powiem, co uważam w danej sprawie i “znikam”, a nie domagam się natarczywie realizacji mojego pomysłu. Jeśli osoba zainteresowana powie, że mam rację, ale później się z tego wycofa, to ma prawo zmienić zdanie.
pod wiatr
15 lis 2009 o godz. 20:18
Anonim
15 lis 2009 o godz. 20:15
Ten anonim to oczywiście ja.
Sylvia190
15 lis 2009 o godz. 20:47
Świetnie że się do siebie zbliżają ale przecież już nie długo Marek powie do Pauliny “Ula to przeszłość”… Trochę to smutne.
Ale raczej będą razem.
SWB
16 lis 2009 o godz. 00:02
Witam wszystkich i zgłaszam się, zgodnie z zapowiedzią, z drugą częścią mojej analizy rodzącego się uczucia między Markiem i Ulką (od odc. 77)
Niestety, znowu jest tego dużo, ale przymusu czytania przecież nie ma…
Ula obserwuje bezskuteczne starania Marka o zdobycie kredytu :”Nie daje się, walczy, jak lew”… I jest taka dumna, kiedy Aleks chce porozmawiać z Markiem na osobności, a ten, tak zwyczajnie mówi, że Ula zna finanse firmy lepiej, niż on, a poza tym, nie ma przed nią tajemnic. “I broni mnie, jak lew”. Dobrzański już wie, że Paula, jak zwykle podzieliła się informacjami uzyskanymi od niego z Aleksem. Dzięki temu, ten zdążył już przygotować kolejną strategię pogrążenia Marka. Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie widzi już wyjścia z sytuacji, choć wie, że może stracić wszystko. Ula nie dopuszcza myśli o poddaniu się i proponuje Markowi założenie firmy – córki, na którą będzie można wziąć nowy kredyt.. Markowi pomysł się podoba i tu, bardzo miła scena – trzeba wymyślić nazwę dla nowej firmy. Marek proponuje jakiś skrót od ich imion, bo firma byłaby “ich wspólną córką”. “L’amor” – wypala nieoczekiwanie Marek. Nie jest to, na pewno zawoalowane wyznanie miłosne, bo do takiej świadomości Marek nawet jeszcze nie dojrzał, ale swoją drogą, czemu akurat to przyszło mu do głowy? A w dodatku, tak zupełnie zwyczajnie wypowiedział to na głos? Ula, jakby trochę speszona mówi, że taka nazwa średnio pasuje do sportowych ciuchów, ale Marek z całą powagą odpowiada, że “miłość pasuje do wszystkiego i wszystkich”. No i jak tu się z nim nie zgodzić?
Postanawiają, nie czekając na nic, natychmiast udać się do Urzędu Gminy i spróbować sprawę załatwić. Ula, przed wyjściem informuje Violę, co jest do zrobienia . Za chwilę z gabinetu wychodzi Marek i… mówi Violi dokładnie to samo. Rozumieją się bez słów, myślą o tym samym -nawet Viola jest zaskoczona.. I to ostatnie zdanie Marka przed wyjściem “wychodzimy, bo załatwiamy sprawę najwyższej wagi. Córkę musimy zarejestrować”. Odnoszę wrażenie, że jego nie tylko cieszy, że jest jakiś pomysł, który może być dla niego szansą, ale także , że jest to ich wspólny pomysł, coś, co może być tylko ich. Nie wiem, czy wie, dlaczego się cieszy, czy zdaje sobie sprawę, że to ich jeszcze bardziej zbliży, czy wręcz od siebie uzależni, ale cieszy się z tego.
No, niestety, plan był dobry, ale nie wypalił przez zbyt długie procedury. . Co teraz? Chodzą po parku i zastanawiają się co dalej? Czy w ogóle coś jeszcze można zrobić, oprócz poddania się Aleksowi?. Ula wpada na pomysł wykorzystania swojej firmy “Prosiaczek”, na którą bez problemu powinni dostać kredyt. Marek nie chce o tym słyszeć I tu wychodzi cała prostolinijność Uli:
U: Nie mogę siedzieć z założonymi rekami i patrzeć, jak rozpada się wszystko, na co pracowałeś.
M: Pracowaliśmy, Ula. Nie mogę przyjąć twojej propozycji, bo asystentka nie może ratować prezesa pożyczką.
U: A przyjaciółka?
Marek nie wie, co odpowiedzieć na takie dictum. I to jest chyba przełomowy moment dla ich relacji. To już nie jest tylko szef i asystentka, ale przyjaciele. To słowo ma wielką wartość. Marek chyba zdaje sobie z tego sprawę i chyba ma to dla niego duże znaczenie. Przynajmniej tyle można wyczytać z jego twarzy. Nie wiadomo, jak dalej potoczyła by się ta rozmowa, gdyby nie telefon z Rysiowa, o zatrzymaniu Jaśka przez policję.. Ula reaguje natychmiast – ona pojedzie na komisariat, bo tata nie może się denerwować. Marek, mimowolnie przysłuchuje się tej rozmowie i deklaruje, że ją podwiezie..
Zdenerwowany Józef, nie może dogadać się z dyżurnym policjantem . Marek włącza się do rozmowy, przedstawiając się, jako przyjaciel rodziny.. On nie da się tak szybko spławić, ani zagadać. Stosując sprytny wybieg, ze znajomością z komendantem sprawia, że Jasiek zostaje zwolniony. Wszyscy są szczęśliwi, on też – bo mógł pomóc komuś bliskiemu Uli.
Na koniec dnia, na zadane sobie pytanie, czy Marek ją lubi, zadowolona Ula odpowiada “Lubi. Może bardziej, niż trochę, no bo po co by nam pomagał? Nie ma co, lubi mnie”. Myślę, że gdyby słyszał to Marek, z całą pewnością by nie zaprzeczył.
Niestety, okazało się, że powrót do rozmowy z parku, stał się konieczny.. Marek, postawiony przez Włochów pod ścianą, decyduje się jednak prosić Ulę o pomoc we wzięciu kredytu na “Prosiaczka”. Choć Maciek jest sceptycznie nastawiony do tego pomysłu i odradza go Uli, ona jednak nie pozostawi Marka w potrzebie. Powiedziała już to przecież.
“Teraz jesteśmy związani na śmierć i życie, wspólniczko. Tylko nikomu ani słowa. Od tej pory musimy zachować dyskrecję”. Takim sposobem, mają wielki wspólny sekret, który jeśli nie na zawsze, to przynajmniej, na długo będzie ich łączył. Mam wrażenie, że jest to ważne dla obojga, daje im jakąś radość z posiadanie czegoś wspólnego, choćby to nawet miał być tylko kredyt. Marek, jednak chce, aby wszystko było do końca jasne, bo zdaje sobie sprawę, ile ta dziewczyna dla niego ryzykuje::
M: Ula, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości…
U: Nie, nie mam wątpliwości.
M: Nie boisz się?
U: A ty się nie boisz, że po prostu wezmę te pieniądze i zniknę.
M: Nie, Ula. Ufam ci, jak mało komu.
U: Ja tobie też ufam, jak mało komu.
No fakt, ryzykują, w zasadzie w jednakowym stopniu, pozostaje im więc głównie zaufanie i stare kolekcje Pshemko, które Marek proponuje Uli, jako zabezpieczenie. Wtedy Paulina przypomina sobie o problemie Marka i proponuje pomoc, o której rozmawiała z Aleksem, ale… Marek nie pozwala jej skończyć zdanie, tylko informuje, że sprawa jest już nieaktualna, ponieważ załatwił inwestorkę i możliwe, że wszystko zostanie sfinalizowane lada moment. Paula, słysząc, że chodzi o kobietę, natychmiast robi się czujna i naturalnie chce się dowiedzieć, kto to jest. Dobrzański nie zamierza jej wtajemniczać, dodaje tylko, że obiecał jej anonimowość.
Paulina postanawia zastosować inny chwyt – przecież nie mieli mieć przed sobą żadnych tajemnic. Ale i na to Marek ma gotową odpowiedź, bo przecież kiedy ostatnio ją o to prosił, nie wyszedł na tym najlepiej. Paula, coraz bardziej zdenerwowana, rzuca: “Świetnie. Tylko jak ma wyglądać nasz związek, skoro nie mamy do siebie zaufania..; Zaufania nie dostaje się z przydziału” – celnie ripostuje Marek Święte słowa, tylko, że wtedy chyba nawet przez myśl mu nie przeszło, jak bardzo uderzą również w niego i, że właśnie dlatego, że zaufania nie otrzymuje się z przydziału on, teraz, na to swoje stracone zaufanie tak bardzo musi pracować
Podejrzliwość i obawy Pauli rosną, kiedy proponuje mu wspólne pójście na kolację z Aleksem, a Marek odmawia, bo już się umówił z inwestorką. Tym bardziej trzeba mieć rękę na pulsie i sugeruje, że poszłaby z nim, żeby podziękować nieznajomej za pomoc dla narzeczonego. “Chcesz jej podziękować, czy mnie sprawdzić?” – pytanie pozostaje bez odpowiedzi, ale przecież wiadomo, że chodzi o to drugie.
Udało się, kredyt już załatwiony. Oboje, Ula i Marek bardzo się z tego cieszą i Marek przypomina jej tylko, że umówili się na oblewanie sukcesu.. Ula nie była pewna, czy mówił poważnie, ale teraz już wie. Za to tajemniczy, ale bardzo zadowolony Marek, nie chce zdradzić dokąd pójdą , bo ma to być niespodzianką.
Dla Cieplakówny, to wielkie przeżycie, w końcu pierwsze, wspólne wyjście razem, nie w sprawach służbowych, wieczorem, po pracy…” A więc wychodzimy – ja i Marek. Cudowne sam na sam. Żadnych rozmów o pracy, ani o Paulinie. Po prostu – zwykłe spotkanie przyjaciół. Ja i on – zajęty, zakochany, zaręczony”.
Niespodzianką Marka jest kolacja w eleganckiej restauracji, ale zanim tam wejdą Ula przypomni, że ma uczulenie na ryby i tylko to uratuje ich przed spotkaniem z przyczajoną tam już Paulą. Marek w samochodzie mówi Uli, że Paulina chciała iść z nimi, na co Ula, bez zastanowienia odpowiada, że to nie był dobry pomysł. Nawet Marka tym rozbawiła. Ula próbuje to jakoś wytłumaczyć, ale Dobrzański uspakaja , że on też by nie chciał, bo jest to w końcu tylko ich święto, a poza tym, nie chciałby też, żeby ktoś poznał jego tajemniczego inwestora. Skoro Marka niespodzianka nie wypaliła, Ula postanawia, że teraz kolej na nią. Ona woli bardziej intymne, romantyczne miejsca, od gwarnych i luksusowych restauracji i zabiera Marka do Palmiarni.. Duchowy klimat, idealny na takie wyjątkowe spotkanie. Siadają pod palmą, zajadając kanapki, które, zapobiegliwa Ula kupiła niepostrzeżenie na stacji benzynowej. Upajają się tym szczególnym klimatem. Jak na bezludnej wyspie. Ciszę przerywa telefon od Pauliny, ale Marek wyłącza go natychmiast. Na bezludnych wyspach przecież nie ma zasięgu.. Świetnie się bawią – są sami, żadnej firmy, kredytów, Pauliny, Aleksa, tylko ONA i ON. Marek wyobraża sobie, że właśnie jedzą homara, którego on własnoręcznie dla nich złowił. “Myślisz, że nas uratują? Nie wiem, przypłyną, przylecą?” “Oby- nie mówi do siebie Ula – mam nadzieję, że zostaniemy tu na zawsze.”
Czy można by się tak dobrze, swobodnie ze sobą czuć, gdyby było to tylko spotkanie “z obowiązku”, bo wypadało Uli jakoś podziękować, ewentualnie zapewnić sobie jej wsparcie na przyszłość? Jestem zdania, że zdecydowanie nie. Marek, choć może się nad tym nie zastanawia, czuje jakieś porozumienie dusz z tą niebywałą dziewczyną. Doświadcza czegoś nowego i to mu się wyraźnie podoba.
Czas wracać. Marek odwozi Ulę do Rysiowa i dopiero zwracają uwagę, że jest już późno, a oni tego wcale nie zauważyli. Szczęśliwi czasu nie liczą. No tak, już po 11-tej, ale jeśli Ula chce, to mogą jeszcze gdzieś pojechać. Ula chciałaby nawet na koniec świata, ale jednak może lepiej nie. Marek, na pożegnanie, całuje ją w rękę (“Boże, co on robi”) i widać, że to były dla niego niezapomniane chwile. “Zrobiłaś dla mnie więcej, niż ktokolwiek inny zrobiłby na twoim miejscu. Dziękuję”. I jeszcze ostatnie spojrzenie – tyle w nim ciepła, uwagi, radości… To podziękowanie dotyczy na pewno głownie kredytu, ale mam wrażenie, że nie tylko. Pokazałaś mi cudowne miejsce, nawet nie wiedziałem, że tak wspaniale można spędzić czas, byłaś tam ze mną, byliśmy tam razem… On to czuje, wie, że to było coś ważnego, tylko jeszcze nie zdaje sobie sprawy, co to oznacza.
Żeby nie było za miło, za prosto, już nazajutrz okazuje się, że ktoś robi czarny PR FD Sportivo. Coś trzeba z tym zrobić i to szybko. Marek już powiadomił znajomą dziennikarkę, która zrobi o nich rzetelny materiał a Ula ma ją o tym przekonać. W czasie rozmowy i ustalania szczegółów, tak zabawnie, swobodnie rzucają do siebie piłeczką do golfa. Zabawę przerywa wejście Pauliny, zaniepokojonej(?), że po tych artykułach nowy inwestor może się wycofać. Marek zapewnia, że nic takiego się nie stanie, ponieważ on ufa swojemu wspólnikowi. To miód na serce Uli- ufa mi, uśmiecha się do mnie porozumiewawczo, a w dodatku… mają wspólną tajemnicę przed Pauliną..
Dochodzi do nagrania programu. Dla Uli, to zupełnie nowa sytuacja i nie ma pojęcia, jak zachować się przed kamerą. .Kiedy już wydaje się jej, że jakoś poszło, rozwścieczony Pshemko robi awanturę, bo “ta osoba“ wszystko zepsuła. Marek próbuje go uspokoić, broni Uli, ale do mistrza już nic nie dociera. Nad kolekcją wisi fatum, a fatum, to Ula. Marek widzi, jak bardzo ona to przeżywa, zapewnia, że na pewno niczego nie zepsuła, a nagrane materiały obejrzy tylko dla świętego spokoju, a nie dlatego, że jej nie ufa.
U: Ja bym tam fatum nie ufała.
M: Fatum, to przeznaczenie, prawda?
U: Potocznie.
Marek obejmuje ją, patrzy w oczy i mówi:
- Więc nasze będzie bardzo dobre, wspólniczko.
Wtedy jeszcze żadne z nich nie myślało o tym, że rzeczywiście mogą być sobie przeznaczeni. Czy jednak te słowa miały być tylko pocieszeniem dla Uli? Może zgrabnym tekstem, który akurat mu przyszedł do głowy? A może siedział Markowi na plecach jakiś zupełnie niewidzialny i niewyczuwalny duszek, który szepnął mu, żeby był blisko tej dziewczyny?… Według mnie, zarówno ciepły gest, który wykonał i słowa, które wypowiedział były szczere i Marek zrobił to zupełnie odruchowo, tak, jak się postępuje wobec bliskiej osoby..
Niestety, kiedy przyszło do projekcji programu, w którym przecież miała wystąpić Ula, okazało się, że to Paula jest duchem opiekuńczym kolekcji i to ona wzięła udział w programie. Ula czuje się zawiedziona, uważa, że Marek ją oszukał. “Wybrał Paulinę. Czego ja się spodziewałam? Ona jest piękna, mądra i zostanie jego żoną”. Tak, pięknie jest siedzieć we dwoje w palmiarni, miło słyszeć, kiedy trzyma jej stronę, kiedy rozumieją się w pół słowa, ale przychodzą takie chwile, kiedy trzeba sobie przypomnieć, że przecież istnieje Paulina i to ona ma do niego prawo.
Marek widzi, że Uli jest przykro, z powodu nagrania, próbuje więc ją pocieszyć, wytłumaczyć, jak do tego doszło, że Paulina, jako ambasador firmy od zawsze promuje nowe kolekcje. Ula wszystko rozumie, choć jednak trochę przykro.
Do tego Maciek, który nie może darować Uli, że wzięła ten kredyt dla Marka. Ula, chyba bardziej dlatego, żeby jego uspokoić, niż z własnych obaw, zgadza się porozmawiać z Markiem, o sprzedaży starych kolekcji Pshemko przez swoją i Maćka firmę Kolekcje i tak miały być dla niej zabezpieczeniem, więc może będzie można na nich jeszcze zarobić. Marek jest trochę zaskoczony obecnością Maćka przy tej rozmowie, ale skoro Ula firmuje ten pomysł, to on zgadza się w ciemno. W czasie tego spotkania, do gabinetu wchodzi Sebastian i w Maćku rozpoznaje niedawnego adoratora Violi, który, “oszukał ją i zostawił “.. I w tym momencie, niestety zaczną pomału narastać , a potem, coraz bardziej przybierać na sile, różne niedomówienia, podejrzenia, naciski i różne inne krętactwa, których autorem będzie, nieufający Maćkowi, a przez to podejrzewający i Ulę o różne niecne zamiary, Sebulek.
Niestety, kiedy jedne problemy się kończą, inne już czekają za progiem. Okazuje się, że FD Sportivo ma bardzo złą prasę (pewnie za sprawą Aleksa). Marka bardzo to niepokoi, ale widząc, jak tym przejmuje się Ula, stara się ją uspokoić, wytłumaczyć, że takie rzeczy w biznesie, niestety się zdarzają. Dla Cieplakówny, nadal. jest to niezrozumiały i zakłamany świat. No, bo jak to jest, że nikomu już nie można ufać, Marek? Ten , przez chwilę przygląda się jej i z całym przekonaniem mówi :”Można. Weźmy ciebie i mnie. Możemy ufać sobie w każdej sytuacji. Prawda?” Ulę, niewątpliwie cieszą te słowa, ale i Marek zdaje się być o ich prawdziwości przekonany. No bo czy tak nie jest? Ula, za jego przyzwoleniem, coraz bardziej uczestniczy w jego życiu – tak naprawdę przecież tylko z nią rozmawia niemal o wszystkim, nie wyłączając spraw osobistych. Seba jest powierzchowny, Marek bardziej kojarzy mu się ze sprawami damsko-męskimi, niż problemami, wynikającymi z jego prezesury, ojciec, na którego opinii i akceptacji bardzo mu zależy, niejednokrotnie daje mu do zrozumienia, że nie spełnia nadziei, jakie w nim pokładał, A Paulina jest niemal wyłącznie zajęta , jak nie przygotowaniami do zaręczyn, to do zbliżającego się ślubu oraz nieustanie starająca się pomóc swojemu bratu.. A Ula jest zawsze, kiedy trzeba , pomoże, kiedy trzeba, pocieszy, kiedy indziej, postawi do pionu. Zaczynają bezbłędnie wyczuwać swoje nastroje, kiedy któreś z nich ma jakiś problem.
Marek znalazł sposób, żeby poprawić wizerunek firmy i nowej kolekcji – potrzebna jest dobra promocja, a tę może załatwić im dawna dziewczyna, koleżanka ze studiów, Julia Sławińska, która właśnie przybywa do FD. Początek znajomości obu pań nie jest najszczęśliwszy i jeszcze jakiś czas Ula będzie podejrzewała, że Marek i Julia są nie tylko dobrymi znajomymi.
Tu, na chwilę, odejdę od relacji Ula -Marek, ale zatrzymam się nad tym, że w Marku zachodzą jakieś zmiany, które są zauważalne dla otoczenia. Zarówno Seba, jak i Paula zarzucają mu , że nazbyt gorliwie, zawsze i wszędzie broni Uli, liczy się za bardzo z jej zdaniem, foruje, gdzie tylko może. Pewnie nie byłoby to takie dziwne, gdyby Ula, wyglądem przypominała którąś z modelek, ale ponieważ tak nie jest, to o co chodzi? I jeszcze zdanie, które każe się zastanowić nad tym, co tak naprawdę łączy Marka z Paulą – Julia, w restauracji mówi do niego “Myślałam, że ją (czytaj: Paulinę) rozpieszczasz. Mnie rozpieszczałeś”. No właśnie – czy nie dlatego tak było, że ją naprawdę kochał, a Paulinę….
Marek umawia się z Ulą na obiad, żeby omówić kilka firmowych spraw oraz pogadać o działalności “Prosiaczka”, wtedy jednak pojawia się Julia z jakąś niecierpiącą zwłoki sprawą.. Ula jest przekonana, że ich spotkanie nie dojdzie do skutku, bo Marek na pewno wybierze Julię. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy okazuje się, że dla niego jednak ona okazała się ważniejsza. Myślę, że w tym momencie istotnie tak jest, bo przecież Marek mógłby użyć jakiegokolwiek pretekstu, żeby spotkanie z Ulą przełożyć, jeśli chodziłoby tylko o relacje szef- asystentka..
Do gabinetu Marka, niespodziewanie wpada Klaudia i zachowuje się w stosunku do niego raczej prowokacyjnie, robi mu wymówki z powodu Julii. Marek jednak nie daje się sprowokować i dość ostentacyjnie odrzuca jej zaloty. Przecież jeszcze nie tak dawno, nie odpuściłby sobie takiej okazji, bez względu na wszystkie jej grzeszki . Chodzi tylko o to, że stał się nagle statecznym narzeczonym? Jakoś mi się nie wydaje.
Ula wie, że Klaudia, to pokusa, więc niezbyt długo wytrzymuje pod drzwiami i wchodzi. Zadowolona, że nie zobaczyła tego, czego się obawiała, mówi do Marka, że ma wolną linię na telekonferencję. Konsternacja, ale już po chwili Marek wie, o co chodzi i Klaudia, chcąc nie chcąc, musi opuścić gabinet. Do oczekującej w sekretariacie Klaudii dołącza Domi i dochodzi do kłótni między nimi. Ula nie jest w stanie zapanować nad nimi, więc idzie do Marka z pytaniem :”No to co robimy?” W odpowiedzi słyszy: ”Dziękuję ci Ula za to MY, bo to jest mój problem”. No właśnie, coraz częściej pojawiają się sytuacje, kiedy nie ma Marka i Uli, tylko są oni. Że Uli to nie przeszkadza, to zrozumiałe, ale Markowi najwyraźniej też nie.. I wcale nie kryje się za tym jakaś nieszczerość, czy inne kombinacje.
Po całej akcji z kłócącymi się modelkami, którą Uli udało się sprytnie rozwiązać, zasiadają na słynnej kanapie w markowym gabinecie, żeby pogadać, bo Marek ma już tego wszystkiego dość.
U: To może czas coś z tym zrobić?
M: Tylko to nie jest takie łatwe, zapomnieć o starych grzechach. Założę się, że ty nie masz żadnych słabości.
U: Jedną mam. ( Ula przestraszyła się, że Marek domyślił się , że chodzi o niego, ale kiedy okazało się, że miał na myśli krówki, odetchnęła z ulgą) Tylko, że jak już zostało powiedziane, Marek zna Ulę coraz lepiej i zorientował się w mig, że jest jeszcze jedna słabość.
M: Czekaj, czekaj, jest jeszcze jedna i ja nic nie wiem o tym?
U: Nie, nie. Może rzeczywiście masz rację. Może to nie jest takie łatwe zerwać z czymś, do czego ma się słabość?
M: Wiesz, gonisz króliczka i nie możesz przestać
U: Jeśli się czegoś bardzo chce…
Zdanie dokańcza Marek – to kolejny dowód na doskonałe porozumienie między nimi. Zaprasza Ulę na obiad. “Zjemy, porozmawiamy o firmie, a potem opowiesz mi o swoich słabościach. W końcu przyjaciele nie powinni mieć przed sobą tajemnic. Ja ci o swoich opowiedziałem. Czuję, że to będzie obiad zwierzeń”
I ciekawe, czym by się to skończyło, gdyby nie pojawił się Maciek, który także postanowił uczestniczyć w rozmowie o “Prosiaczku”. Zarówno Marek, jak i Ula, nie są z tego zadowoleni.
Sebastianowi coraz bardziej nie podoba się uzależnianie się Marka od Uli i Maćka, przez zaciągnięty dla niego kredyt., przedstawia wizje, jak to Ula będzie go miała w garści i jak może to wykorzystać. Złości go pewność Marka, że “Każdy tylko nie Ula”. Marek postanawia jednak przepytać Maćka na okoliczność jego znajomości z Ula, posiadanych kwalifikacji. Daje mu też do zrozumienia, że wie o historii z Violą i o tym, w jaki sposób się z nią rozstał i nie chciałby, żeby Uli coś podobnego się przytrafiło. Tym najbardziej ujmuje Maćka. “on się naprawdę tobą przejmuje, on cię ceni i ma do ciebie mega zaufanie”.
Seba, jakby głuchy na wcześniejsze słowa Marka jątrzy dalej – namawia go, żeby wykorzystał niechęć Pshemko do sprzedaży swoich kreacji przez Internet i wyfiksował się z układu z Ulą i Maćkiem, ale Marek ponownie się nie zgadza.
Wieczorem Julia i Marek, w gabinecie wspominają dawne czasy, swoją znajomość. W pewnym momencie Julia chce pocałować Marka., ale ten błyskawicznie odwraca głowę. Robi tak z myślą o Pauli, czy może z innego powodu?
W tym czasie, w bufecie dziewczyny urządzają sobie Andrzejki, wróżą z wosku i Ula boi się, że wyjdzie na jaw jej uczucie do Marka. Ustawiają buty i wychodzi na to, że Ula pierwsza znajdzie ukochanego i będzie to ten, którego pierwszego zobaczy. Wchodzi Marek. Przyszedł po szampana. Dziewczyny wygadują się , że Ula będzie musiała go poślubić, bo tak wyszło z wróżby. Marek zaskoczony, Ula wściekła.. Marek mówi, że nie dziwią go protesty Uli, bo powinna znaleźć sobie kogoś lepszego. Ula wypala bez zastanowienia :”Ale ja nie chcę”. Marek zamiera, ale ona szybko ratuje sytuację, dodając, że nie chce, bo nie wierzy we wróżby. Na co Marek, nadal. zmieszany szepce do niej, że on też nie.
Następnego dnia Ula przeprasza Marka za te żarty z wróżbami.
M: Ula, ja wątpię, żeby ktokolwiek posądził nas o romans. Ty jesteś przecież taka porządna, a ja… mam narzeczoną – dodaje zmieszany..
“Ja- kamień z serca, on – serce z kamienia”.
Marek, w bufecie słyszy, jak dziewczyny mówią o Uli i Maćku. Jest zdziwiony, że Ula rzekomo kocha się w nim skrycie.. Tylko zdziwiony, czy może też trochę zaniepokojony? A jeśli zaniepokojony, to dlatego, że Seba może mieć rację, że Maciek będzie nią manipulować, czy może z innego powodu?. To jeszcze nie koniec niespodzianek tego dnia. Do Uli przychodzi Adam, zagaduje, przepytuje o samopoczucie. Ula nie wie, o co chodzi, ale rozmowę podsłuchuje Marek. Kiedy się ujawnia, Adam znika, a Marek, jakoś dziwnie przygląda się Uli.
Jakby cały męski ród sprzysiągł się tego dnia przeciwko Cieplakównie, a może Markowi? Następny w kolejce, z bukietem kwiatów pojawia się Rafał. Rozmawiający na korytarzu z Sebastianem, Marek widzi to i jakoś nie jest mu wesoło. Zwraca to nawet uwagę kumpla :”A ty co, zazdrosny jesteś?” Marek podenerwowany odpowiada “ Nie zazdrosny, ale ty wiesz, ilu facetów się tu dziś przewinęło? (nawet przypomniał sobie, skąd zna Rafała). To nie jest dziewczyna, którą pierwszy lepszy facet może zmanipulować”. Jasne, tu ma rację, bo bardzo dobrze już Ulę poznał, ale dotąd też nikt się przy niej nie kręcił i on miał ją “na wyłączność”, choć pewnie wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. A teraz co? Nagle coś ukłuło? Nie daje mu to spokoju. Musi się dowiedzieć, o co chodzi? Dość kiepsko mu to idzie, ale wypytuje o Rafała – nie, to chłopak Eli , o Adama – ten, to pewnie znowu coś kręci. No i dalej nic nie wie. Drąży nadal. :”Myślałem, że któryś z nich, to ta twoja tajemnicza miłość. Mówiłaś mi, pamiętasz, że się zakochałaś, jak głupia.” Uważnie się jej przygląda, ale Ula nie może spojrzeć mu w oczy.
U: to żaden z nich.
M: To jest ktoś inny? – Marek nie daje za wygraną.
U: No tak, to jest zupełnie ktoś inny.
Patrzą na siebie z uwagą przez dłuższą chwilę. Nie wiem, czy udało mu się coś wyczytać ze spojrzenia Uli, ale sam na pewno okazał jakieś zaniepokojenie sytuacją, a może i własną dociekliwością.. Kiedy Marek w końcu znika za drzwiami gabinetu, Ula myśli “A ten co, zazdrosny? Bez sensu. O samego siebie?”.
Premierowy pokaz kolekcji FD Sportivo tuż tuż. Markowi przychodzi stoczyć prawdziwą wojnę z Pauliną i nakręconą przez nią Julią o obecność Uli na pokazie. “Nie może na premierze zabraknąć MOJEJ asystentki. Ula musi tam być. Koniec i kropka.” Paulina walczy i Marek też. Próbuje o tym z Ulą porozmawiać, ale widzi jej zaangażowanie i nie wie, jak to zrobić. Wreszcie Ula kończy za niego zdanie “Mam nie przychodzić na pokaz, tak?”
M: Co? Nie, no absolutnie musisz tam być, tylko poczekaj, bo ja się nie wysłowię…
Wyjmuje z szafy pudełko. – To prezent dla ciebie. (Sprawia mu to ogromną radość)
U: dla mnie?
M: Otwórz. – cały czas ją uważnie obserwuje
Ula wyjmuje piękną wieczorową sukienkę. Jest zaskoczona i wzruszona.
M: Zależy mi, żebyś wyglądała wyjątkowo w naszym wielkim dniu.
Ten prezent, to wielkie przeżycie dla Uli, ale chyba wcale nie mniejsze dla Marka.. Chciał jej zrobić przyjemność, ale także chciał, żeby wyglądała wyjątkowo, żeby wszyscy mogli podziwiać tę jego asystentkę. To nie był jakiś tani gest, bo on dopytuje się, czy rzeczywiście się jej podoba, jest ciekaw, jak będzie pasowała. Przed samym pokazem jeszcze dzwoni do Uli, z zapytaniem, czy wszystko dobrze z przygotowaniami, nie zwracając uwagi, że rozmowę słyszy Paula, nie ukrywa radości z pokazu, ale i z tego, że zobaczy ją w nowej sukience. No tak nie rozmawia prezes z asystentką, a nawet przyjaciółką.. On nie potrafi ukryć emocji, choć nadal. nie wie, czemu tak się dzieje. W dodatku, przygotował dla niej jeszcze jedną niespodziankę – ma z nim wyjść na scenę przywitać gości.
Niestety, Viola zadbała o to, żeby wszystko popsuć i pocięła sukienkę o czym Ula przekonała się zbyt późno . Marek woła ją na scenę, a ona nie ma pojęcia, co zrobić. W końcu, zdesperowana zakład szlafrok z logo FD , bokserskie rękawice i wychodzi na scenę.. Na sali madame Ingrid Kruger, od której zależy być albo nie być kolekcji, a tu taka wpadka. Na szczęście całą sprawę ratuje sama Ula następnego dnia, będąc tłumaczem Ingrid, podczas jej wizyty w firmie. Przy okazji wychodzi na to, że Ingrid podobał się pokaz i pomysł na ubiór Uli również.
Tymczasem Marka dopadają grzechy przeszłości – Julia mówi mu, że Aleks wie o ich romansie z przed lat. Romansie, przez który rozpadł się ich związek z Aleksem. W dodatku, Viola po awanturze z Sebastianem gdzieś zniknęła i nie daje znaku życia. Ula chce, żeby Marek pomógł jej ją znaleźć. On nie chce, ale kiedy ona nadal. prosi, ulega. To nie pierwszy raz, kiedy nie potrafi jej odmówić czegoś. Przy okazji, zauważa jeszcze jedną rzecz, Ze Ula, której Viola sprawiła tyle przykrości tak bardzo się o nią martwi, gdy tymczasem jej przyjaciółki Pauliny nic jej los nie obchodzi.. Ula pokazuje Markowi w komputerze, jaki list napisała do Violi, ten pochyla się nad nią, ich spojrzenia się spotykają i Marek odsuwa się zaniepokojony. Coś poczuł i się zląkł?. Marek postanawia sam napisać list, ale kiedy Ula siedzi obok niego, wyraźnie nie może się skupić i prosi ją, żeby zostawia go samego. Mareczku, co się z tobą dzieje?
Marek jedzie z Ulą na spotkanie z Violettą.. Jest zamyślony, myśli o obiedzie u rodziców, na którym, jak podejrzewa, . Aleks powie wszystkim o jego romansie z Julią. Ula, mając na myśli Violę, mówi mu, że jest dobry w przekonywaniu kobiet.
M: Bo kłamię, jak świnia, co? […} jestem świnią. Co, nie wiedziałaś o tym?
U: Nie jesteś. Gdybyś był, to nie zajmowałbyś się sprawą jakiejś tam Violetty, z którą nie masz nic wspólnego.
M: No to akurat ty nie do tego namówiłaś.
U: no, świni bym nie namówiła.
Marek opowiada jej historię swojej znajomości z Julią oraz młodzieńczego, nieprzemyślanego romansu wtedy, gdy ona był a już z Aleksem. Na końcu pyta :”Czyli kto jest świnią” Ula stwierdza tylko, że cała trójka, to świnie.
U: Podobno to, co dajemy innym, kiedyś do nas wraca.. To akurat Marka nie pociesza. Jest trochę speszona tym, że opowiada jej o tak osobistych sprawach, ale on ją uspokaja “Sam ci to opowiadam, w końcu jesteśmy przyjaciółmi”. Ula radzi, żeby porozmawiał z Aleksem, lecz nie po to , żeby go przekonać, żeby nikomu nie mówił, ale żeby to wyjaśnić, to może wszystko jakoś się ułoży. Marek patrzy na nią bardzo poważnie i uważnie.
M: Ty jesteś aniołem, wiesz? Szkoda, że ciebie wcześniej nie spotkałem. Żaden przyjaciel nie powiedział mi, że jestem świnią. No, może po prostu, sam o tym nie wiedziałem..
Ula po tej rozmowie “Marek, to jest bardzo dobry materiał na bardzo dobrego człowieka, elitarna tkanina. Tylko trochę się zagubił”.
Kończę na setnym odcinku. Ciąg dalszy nastąpi. Mam nadzieję, że uda mi się trochę szybciej, niż z tą częścią.
paula
16 lis 2009 o godz. 19:43
buty emu jak najbardziej w Warszawie bardzo popularne sama mam 2 pary brązowe wiązane i czarne normalne , ludzie noszą różne co komu pasuje
chyba nie kupisz butów emu w danym kolorze tylko dlatego , żę akurat takie są noszone w wawie
kup takie jakie ci się podobają i najbardziej pasują:)