Najlepszy, najświeższy, najbogatszy blog o serialach!
Uwaga spoiler! Odcinek 210!
W odcinku 210 fotograf Artur Kaczmarek (Jacek Kopczyński) na spotkaniu z Urszulą Cieplak (Julia Kamińska) i Markiem Dobrzańskim (Filip Bobek) zostanie poproszony o przedstawienie autorskiej koncepcji na projekt. – Tu wszędzie przewija się motyw rzeki – zauważy wzięty artysta. - Wiecie, Odra we Wrocławiu, Warta w Poznaniu… Proponuję, żeby się tego trzymać.
Ula i Marek w pełni się z nim zgodzą. I wtedy padnie pytanie, które sprawi, że oboje zrobią się czerwoni ze wstydu: - To co? Znacie jakieś fajne miejsce nad Wisłą?
Speszeni odpowiedzą, że tak. I zawiozą Artura w to samo miejsce, w którym spotkali się przy ognisku w odcinku 159. – No fajnie tu, fajnie – oceni fotograf. – Takie miejsce bardziej na randkę, nie?
Już w czasie sesji Artur na próbę wykona wspólne fotografie Uli i Marka. - Marek, obejmij ją, nie wierzę, że nie potrafisz… – poprosi Dobrzańskiego, po czym podejdzie do Uli i rzuci: - Masz niesamowite oczy…
Na koniec fotograf rzuci do Uli i Marka:
- Fajnie razem wyglądacie!
I jeszcze jedna ważna rzecz: przez sesję u Artura Ula zapomni o randce z Piotrem (Maciej Brzoska)…
Uwielbiamy seriale tak jak Ty. Mamy to szczęście, że możemy odwiedzać plany i rozmawiać z bohaterami filmów.
Tutaj chcemy się tym szczęściem podzielić z Tobą. :)
Donka19882
16 lis 2009 o godz. 01:03
Carmen dziękuje
**
bringflowers
16 lis 2009 o godz. 01:04
zapowiada się bardzo ciekawy odcinek
dr Neniastein
16 lis 2009 o godz. 01:05
Chyba polubię tego Artura xD
Szykuje się naprawdę świetny odcinek
bringflowers
16 lis 2009 o godz. 01:07
ja już go kocham
nexus
16 lis 2009 o godz. 01:08
Bry i branoc
:*
Pod poprzednim newsem pojawiła sie analiza SWB!
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 01:09
carmen :*
Artur… cóż za miły chłopak i ciasteczka niezłe
dr Neniastein
16 lis 2009 o godz. 01:10
nexus, bry :**
CLEOsiowy ZMOREK (bujam w chmurach po 209 i nie zamierzam schodzić na ziemię:D:D:D)
16 lis 2009 o godz. 01:10
No bomba ja chcę 210!!!
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 01:10
nexus :* nick na “i” możesz zmienić
red
16 lis 2009 o godz. 01:11
Super. ! ulaimarek.yoyo. pl
Zapraszam. !
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 01:13
tak sobie wyobraziłam wielkie kolorowe zdjęcie Uli i Marka w FD… pozdejmują te czarno-białe mareczkowo-aleksowe… taka miła “atmosfera pracy” powstanie
aYaTH ( "lemures" - " duchy nocy" )
16 lis 2009 o godz. 01:14
Carmen dziękuje
… gwiazdki odhaczone
… idę spać
…spokojnej nocy
bringflowers
16 lis 2009 o godz. 01:15
Ciekawe jaką minę zrobi ulka jak marek będzie miał ją objąc ;D
dr Neniastein
16 lis 2009 o godz. 01:21
aYaTH, dobranoc :**
bringflowers – zaskoczenie pomieszane z przerażeniem?
CLEOsiowy ZMOREK (bujam w chmurach po 209 i nie zamierzam schodzić na ziemię:D:D:D)
16 lis 2009 o godz. 01:22
Aaaaaaauuuuuu – wyję z zachwytu nad fotkami!!!
Teraz to na pewno nie zejdę na ziemię!!!
Przez najbliższe 2 dni!!!:)
CLEOsiowy ZMOREK (bujam w chmurach po 209 i nie zamierzam schodzić na ziemię:D:D:D)
16 lis 2009 o godz. 01:29
Dobra, gwiazdki, nius przeczytany
Więc kończę zmorzenie, bo już nawet zapałki mi powiek nie mogą podtrzymać
Idę cichutko na łapkach jak przystało na zodiakalną lwicę do swojego sarko number 17 i zamykam wieko
Papapapapapapa do jutra nocne marki :***********
dr Neniastein
16 lis 2009 o godz. 01:29
Coś tu cisza zapadła… A ja zmykać muszę do sarkofażka
Miło sobie dyskutujcie i śpijcie dobrze, paaa :************
kasik
16 lis 2009 o godz. 01:37
No tak ja się produkuje, a tu w międzyczasie Carmen newsa dodała. Za co wielkie dzięki (gwiazdeczka moja – 17
) Już dawno się zapowiadało, że będzie to super odcinek. Nie mogę się doczekać
A teraz wklejanka:
Heloł!!!
Zjawiam się dzisiaj na posterunku i od razu spieszę z wyjaśnieniem nieobecności wczorajszej. Powód jest trywialny, po prostu spałam. Niby nic takiego, ale jak padłam o 18 to przebudziałam się nad ranem i poszłam spać dalej. Chyba zmęczenie całego tygodnia ze mnie wyszło i mnie pokonało. Doczytałam, że tęskniłyście i się niepokoiłyście, strasznie to miłe
Człowiek jedną nockę ominie i już prawie list gończy z nim ślą
Ale przegapiłam niestety Martusię i Maryśkę
i brygid dłużej posedziała. Ale tak to jest, jak się w tygodniu zmorzy, w weekend już sił brakuje. No i praca daje się we znaki, wyszłam z apteki dopiero o 16, czyli godzinę po zamknięciu.
Ale dość narzekania, przeleciałam przez nocne komenty i niektóych bez komentarza zostawić nie mogę. A więc…
mistmist (w każdej bajce jest jakiś Marek)
14 lis 2009 o godz. 23:17
Prawniczko, większość z nas ma deficyt markulków, niestety, taką nam Brzydulę zaserwowano, z Piertuchą w tle. Swoje żale już wyżaliłam i wiem w czym rzecz. Tylko jak to w nałogu bywa, jak nie ma czystej wódki to i płyn Borygo dobry.
Porównanie mnie rozwaliło, ale całkiem trafne się wydaje
nie żebym płynu do chłodnic próbowała
mistmist (w każdej bajce jest jakiś Marek)
14 lis 2009 o godz. 23:36
Zagadka Zmiętego ma swoje rozwiązanie w offach Ulki w 209, na początku odcinka:
“gadam od rzeczy, wysyłam wierszyki, przejmuje się, a on leci za ocean LECZYĆ CUDZE SERCA.”
Dla potrzebujących – z Ulowego na nasze:
- tyle mu dałam (wierszyki, świergolenie, przejmowanie się, że się może obrazić – no tak, faktycznie, kredyty i pierogi to nie były)
- a on nie zamierza być klajstrem na moje obolałe serce Ja naprawdę nie wiem, co jeszcze komu wyjaśniać.
O tym samym pomyślałam oglądając odcinek, dzięki za zwerbalizowanie moich (pewnie nie tylko) myśli i uświadomianie wątpiących.
jukaka 15 lis 2009 o godz. 00:01
Anonim – 14 lis 2009 o godz. 23:39
My tu jesteśmy u siebie. Możemy zatem:
-siedzieć w piżamie
- w papilotach
- pić (kto dziś polewa naleweczkę?)
- palić
- ciasto wciągać (dajcie trochę tego skubańca jak wyszedl z pieca)
- jednym slowem cieszyć się sobą i z siebie.
I paplać tak szybko, że aż nam się będą paluszki na klawiaturze pierdo…lić (sorry panienki ) bo na tym polega urok tej stronki.
A ciebie też tu milo witamy -nawet jeśliś wejście miał/a niezbyt udane… Skup się na konkretach nie na szczegółach. Tu panuje zasada: “od ogółu do szczegółu” – nie odwrotnie. Myśl jest ponad poprawnością składu czcionki!
Nic dodać, nic ująć
jukaka – wywód na temat imion naszych bohaterów – rewelacja
an5ka 15 lis 2009 o godz. 01:27
dr Neniastein :
To miło byc porąbanym w doborowym towarzystwie. Taka refleksja mnie naszła późna porą.
bycie porąbanym nie jest tak przyjemne i jednocześnie właściwie normalne.
ŻAczKu – słowa Twoje o pzyjaźni jak to zwykle u Ciebie bywa, piękne i takie prawdziwe. Szczycę się tym, że mam tylko kilku przyjaciół, ale za to prawdziwych.
Kartka urodzinowa dla męża Twego – popieram, pomysła tylko trzeba mieć, musi być przecież wyjątkowa
jukaka – dzięki za cytaty miłosne, jeden pięknieszy od drugiego
Tristesse – czuj się zaproszona na bloga na dobre, szczególnie na nocki
Lucy – oglądanie meczu w kobiecym wydaniu
dzięki
Plus masa arcyciekawych komentów w wykonaniu Paji, Małgosi i innych dziewczyn, za dużo by wklejać, podziwiam hurtowo
A Małgoś za kolejne kliny dzięki – trzymaj tak dalej, chyba jeszcze parę da się stworzyć, co?:)
Nockę udało mi się nadgonić, ale to co przed nią nadal pozostaje nieodkryte. Peleton chyba już na stałe przede mną, powoli tracę nadzieję na dogonienie
Kto mi dzisiaj w zmorzeniu towarzyszyć będzie?
Wszystko mi się w jedn zlało przez to przeklejanie
ale dałam radę.
lawal
16 lis 2009 o godz. 01:39
Witam i na powitanie ściskam:
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie…)



– po raz pierwszy 
(czy znów tylko tak na -bry i -ranoc?)
dr Neniastein
Donka19882
CLEOsiowy ZMOREK (bujam w chmurach po 209 i nie zamierzam schodzić na ziemię:D:D:D)
bringflowers
nexus
dla niewymienionych wyżej:
aYaTH ( “lemures” – ” duchy nocy” ) dobranoc za Tobą wysyłam
dziś na krótko,
) funkcjonować…
ech, podobno weekend był :-/
muszę choć trochę jeszcze pospać,
by jutro “jakoś” (w dużym cudzysłowiu
wiem, że to nieładnie tak, na początku -
niby się witam, a już wyjście zapowiadam,
ale daję sobie czas do 2:30
i wpis niniejszy czyniąc – mam nadzieję, że samospełniającą się przepowiednią okaże…
więc wybaczcie!
news usadza się właśnie w pamięci mojej na półce:
ciepłe i roztkliwiające…
moja gwiazdka jeszcze się świeci –
bo z jakiegoś, niepojętego dla mnie powodu,
odmawia mi zapalenia się (???)
Monia :)
16 lis 2009 o godz. 01:44
Dobry wieczór
Zmorki już obecne?
heheh.. niedługo herbata stanie się atrybutem zmor
można zmorować
Ja niestety znów się potlę.. ale doglądać Was będę..
Pół litrowy kubeł (jeszcze gorącej) herbaty mam..
Buziak dla obecnych :*
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 01:47
kasik :*
lawal :*
ja obecna nie do końca… mam dziś ambitny plan… siedzę póki nie dogonię… lub nie padnę
kasik
16 lis 2009 o godz. 01:51
No co Wy? Ledwo się zjawią, juz odejście zapowiadają albo od razu do tła przechdzą. Kara za wczoraj?
nexus
16 lis 2009 o godz. 01:51
Bry i branoc
:*
:*
oj, dana, dana, dziś siedzę do rana
Odnośnie zaprzyjaźniania się U&M:
12.media.tumblr.com/AZN7wsuV4p9rtk7tScjbWP7Io1_500.jpg
miłego wieczorka/nocki
14.media.tumblr.com/Aab3nliHFo1lkb934vKlnlPho1_500.jpg
i udanych
22.media.tumblr.com/AZN7wsuV4p5bt9a4lW7TnRTxo1_500.jpg
lawal
16 lis 2009 o godz. 01:51
dr Neniastein
dobranoc, do następnego
kasik

z tego, co pamiętam, a pamiętam dobrze, Żona pisała Ci, że usprawiedliwienie ma być mocne, jest ??
przyjąć / nie przyjąć na wiarę ??
i zapewne zauważyłaś, że szybko ustalono, że
ostatni kontakt z Tobą miał miejsce o 13-14…
i wtedy pomyśłałam
hihihihiii blog czuwa,
mackami ogarnia,
kroki śledzi
jakby ktoś zaginąć miał –
tu śladów poszukiwać można…
witaj!
lawal
16 lis 2009 o godz. 01:52
Monia:) ponownie tląca – witaj
lawal
16 lis 2009 o godz. 01:55
nexus –
wczoraj Zona od Ciebie linkę zapodała…
ale powiedzieć Ci muszę -
,
to nie to samo, Żono bez urazy
jak linki spod palc Twoich zobaczyć
lawal
16 lis 2009 o godz. 01:58
haloooo! jest ktoś ?
czyżby moje komenty w próżnię blogową trafiały?
o tej godzinie?
nexus
16 lis 2009 o godz. 01:58
lawal :* bry bry, dzięki
:*
Monia:):* bry
CLEO – branoc
:* tęczowych
droktorku_N – emilek poszedł, branoc :*
kasik- bry
:*
Lesna – bry
:* wystarczy, że zapominam przywdziać “desmodusa”
a tak ogólnie, choć ściany uline już praktycznie skruszały:
asset.soup.io/asset/0454/0608_c691_450.jpeg
kasik
16 lis 2009 o godz. 01:59
Lesna :* oj to bardzo ambitny
Ja mam zaległości chyba środy wieczoru siegające, zaczynam się powoli gubić, które newsy mam zaliczone, a które nie. I nie wiem kiedy się za to zabrać.
SWB :*
Ty wszystkie odcinki oglądałaś? czy tylko tak przekrojowo? jak tak sobie czytałam, to już ewidentnie w Marku się miłość do Ulki rodziła.
powaliłaś mnie tą analizą, rewelacja
Muszę kiedyś usiąść na czternastu i obejrzeć wszystko od początku. Dobrze, że DVD kupuję. Może L4 sobie załatwię? Albo zorganizujmy zlot-maraton, dużo popcornu, szarlotki i rogali Maryśkowych i BrzydUla
nexus
16 lis 2009 o godz. 02:03
lawalku –
dziś jest faza na truskawki
redbubble.com/people/tjasha/art/2900891-2-summer-berries
ŻAczKu :* – jak tam fuszka kurierowska? Miło było?
kasik – jestem za! Jeszcze jakieś winko
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:05
lawal
Dowodów nie mam, fakt (chociaż rodzina poświadczyć może, mama rano z niepokojem sie pytała czy dobrze się czuję). Do 16 siedziałam w pracy, nie miałam czasu się odzywać, przylazłam do domu, zjadłam coś, chwilę się poszwędałam (miałam amibtne plany porządkowe – zrealizowane dzisiaj dopiero) i położyłam się z zamiarem ucięcia drzemki 2-3 godzinnej. Skończyło sie jak pisałam wyżej. Raz na jakis czas mi się zdarza, wyjątkowo zmęczona byłam. A miałam jechać do taty do szpitala.
nexus bry
Ty się tłumaczyć nie musisz?
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:09
nexus to o ścianach to coś w sobie ma, i do Uli oraz Marka z Piotrem właściwie pasuje
a te czekoladowe truskawki masz jeszcze?
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 02:09
Monia :*
kasik… ja jadę po kolei… wolno ale skutecznie… może nie na bieżąco, ale przynajmniej nic co dobre mnie nie ominie
nexus… w zasadzie prawdziwa zmora nic nie musi przyodziewać… po worach pod oczami ich poznacie
czy jest tu jakaś inne liczarka??? ile musiałby trwać taki maraton? z przerwami na kucanie i lekki sen… może cykl maratonów…
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:10
Ewidentnie, kara mnie dosięgła. Zjawiłam się i teraz wszystkie zajęte
To ja też sobie tło znajdę. A co!
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:12
kasik,
uchowaj Panie!
a gdzieżbym śmiała podważać słowo przez Ciebie pisane!
ja jeno z troski dopytuję, mając swój interes na uwadze,
czy Ty aby coś konkurencyjnego sobie nie znalazłaś na nocną zmianę
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:14
W kwestii martatonów to Lucy najbardziej doświadczona, może się wypowie jak się zjawi.
Po kolei, łatwo powiedzieć. Codziennie na nocce siedziałam, to część mam zaliczone, część udawało mi się nadrobić w trakcie zmorzenia, część w pracy. I galimatias z tego staszliwy się zrobił. Ale dla chcącego nic trudnego, podobno.
nexus
16 lis 2009 o godz. 02:14
kasik – bizi bizi
speszyl truskawkowy:
interfacelift.com/wallpaper_beta/D01f6b13/02045_chocolatecoveredstrawberry_800×480.jpg
Lesna – czymże jest zmorka, bez porannego pod okiem worka?
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:15
Lesna, ja już liczyć zaczęłam:
235 odcinków x 20 min (dla równego rachunku)
no nie chce być inaczej:
78 godzin 20 minut
non stop edycji…
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:16
lawal no cieszy mnie takie podejście
a poza tym nic nie zastąpi Was/nas – bloga, niemożliwe
zastępcze? To chyba jakbym samobójstwo przez niewyspanie chciała popełnić
Nawet zmora raz na jakiś czas wyspać się musi.
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:18
kasik
16 lis 2009 o godz. 01:37
Dziekuje bardzo za zaproszenie. Na pewno bede czesto korzystac:):):)
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:19
czyli 3,25 doby bez przerwy
Jeden maraton by nie wystarczył. Nawet L4 musiałoby by być całotygodniowe, bo jednak krótkie drzemki i coś na ząb. Do przeyślenia w nowym roku
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:20
Dla niezorientowanych przeklejam SWB wspaniala analize spod poprzedniego newsa:
SWB
16 lis 2009 o godz. 00:53
Witam wszystkich i zgłaszam się, zgodnie z zapowiedzią, z drugą częścią mojej analizy rodzącego się uczucia między Markiem i Ulką (od odc. 77)
Niestety, znowu jest tego dużo, ale przymusu czytania przecież nie ma…
Ula obserwuje bezskuteczne starania Marka o zdobycie kredytu :”Nie daje się, walczy, jak lew”… I jest taka dumna, kiedy Aleks chce porozmawiać z Markiem na osobności, a ten, tak zwyczajnie mówi, że Ula zna finanse firmy lepiej, niż on, a poza tym, nie ma przed nią tajemnic. “I broni mnie, jak lew”. Dobrzański już wie, że Paula, jak zwykle podzieliła się informacjami uzyskanymi od niego z Aleksem. Dzięki temu, ten zdążył już przygotować kolejną strategię pogrążenia Marka. Zdaje sobie z tego sprawę, ale nie widzi już wyjścia z sytuacji, choć wie, że może stracić wszystko. Ula nie dopuszcza myśli o poddaniu się i proponuje Markowi założenie firmy – córki, na którą będzie można wziąć nowy kredyt.. Markowi pomysł się podoba i tu, bardzo miła scena – trzeba wymyślić nazwę dla nowej firmy. Marek proponuje jakiś skrót od ich imion, bo firma byłaby “ich wspólną córką”. “L’amor” – wypala nieoczekiwanie Marek. Nie jest to, na pewno zawoalowane wyznanie miłosne, bo do takiej świadomości Marek nawet jeszcze nie dojrzał, ale swoją drogą, czemu akurat to przyszło mu do głowy? A w dodatku, tak zupełnie zwyczajnie wypowiedział to na głos? Ula, jakby trochę speszona mówi, że taka nazwa średnio pasuje do sportowych ciuchów, ale Marek z całą powagą odpowiada, że “miłość pasuje do wszystkiego i wszystkich”. No i jak tu się z nim nie zgodzić?
Postanawiają, nie czekając na nic, natychmiast udać się do Urzędu Gminy i spróbować sprawę załatwić. Ula, przed wyjściem informuje Violę, co jest do zrobienia . Za chwilę z gabinetu wychodzi Marek i… mówi Violi dokładnie to samo. Rozumieją się bez słów, myślą o tym samym -nawet Viola jest zaskoczona.. I to ostatnie zdanie Marka przed wyjściem “wychodzimy, bo załatwiamy sprawę najwyższej wagi. Córkę musimy zarejestrować”. Odnoszę wrażenie, że jego nie tylko cieszy, że jest jakiś pomysł, który może być dla niego szansą, ale także , że jest to ich wspólny pomysł, coś, co może być tylko ich. Nie wiem, czy wie, dlaczego się cieszy, czy zdaje sobie sprawę, że to ich jeszcze bardziej zbliży, czy wręcz od siebie uzależni, ale cieszy się z tego.
No, niestety, plan był dobry, ale nie wypalił przez zbyt długie procedury. . Co teraz? Chodzą po parku i zastanawiają się co dalej? Czy w ogóle coś jeszcze można zrobić, oprócz poddania się Aleksowi?. Ula wpada na pomysł wykorzystania swojej firmy “Prosiaczek”, na którą bez problemu powinni dostać kredyt. Marek nie chce o tym słyszeć I tu wychodzi cała prostolinijność Uli:
U: Nie mogę siedzieć z założonymi rekami i patrzeć, jak rozpada się wszystko, na co pracowałeś.
M: Pracowaliśmy, Ula. Nie mogę przyjąć twojej propozycji, bo asystentka nie może ratować prezesa pożyczką.
U: A przyjaciółka?
Marek nie wie, co odpowiedzieć na takie dictum. I to jest chyba przełomowy moment dla ich relacji. To już nie jest tylko szef i asystentka, ale przyjaciele. To słowo ma wielką wartość. Marek chyba zdaje sobie z tego sprawę i chyba ma to dla niego duże znaczenie. Przynajmniej tyle można wyczytać z jego twarzy. Nie wiadomo, jak dalej potoczyła by się ta rozmowa, gdyby nie telefon z Rysiowa, o zatrzymaniu Jaśka przez policję.. Ula reaguje natychmiast – ona pojedzie na komisariat, bo tata nie może się denerwować. Marek, mimowolnie przysłuchuje się tej rozmowie i deklaruje, że ją podwiezie..
Zdenerwowany Józef, nie może dogadać się z dyżurnym policjantem . Marek włącza się do rozmowy, przedstawiając się, jako przyjaciel rodziny.. On nie da się tak szybko spławić, ani zagadać. Stosując sprytny wybieg, ze znajomością z komendantem sprawia, że Jasiek zostaje zwolniony. Wszyscy są szczęśliwi, on też – bo mógł pomóc komuś bliskiemu Uli.
Na koniec dnia, na zadane sobie pytanie, czy Marek ją lubi, zadowolona Ula odpowiada “Lubi. Może bardziej, niż trochę, no bo po co by nam pomagał? Nie ma co, lubi mnie”. Myślę, że gdyby słyszał to Marek, z całą pewnością by nie zaprzeczył.
Niestety, okazało się, że powrót do rozmowy z parku, stał się konieczny.. Marek, postawiony przez Włochów pod ścianą, decyduje się jednak prosić Ulę o pomoc we wzięciu kredytu na “Prosiaczka”. Choć Maciek jest sceptycznie nastawiony do tego pomysłu i odradza go Uli, ona jednak nie pozostawi Marka w potrzebie. Powiedziała już to przecież.
“Teraz jesteśmy związani na śmierć i życie, wspólniczko. Tylko nikomu ani słowa. Od tej pory musimy zachować dyskrecję”. Takim sposobem, mają wielki wspólny sekret, który jeśli nie na zawsze, to przynajmniej, na długo będzie ich łączył. Mam wrażenie, że jest to ważne dla obojga, daje im jakąś radość z posiadanie czegoś wspólnego, choćby to nawet miał być tylko kredyt. Marek, jednak chce, aby wszystko było do końca jasne, bo zdaje sobie sprawę, ile ta dziewczyna dla niego ryzykuje::
M: Ula, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości…
U: Nie, nie mam wątpliwości.
M: Nie boisz się?
U: A ty się nie boisz, że po prostu wezmę te pieniądze i zniknę.
M: Nie, Ula. Ufam ci, jak mało komu.
U: Ja tobie też ufam, jak mało komu.
No fakt, ryzykują, w zasadzie w jednakowym stopniu, pozostaje im więc głównie zaufanie i stare kolekcje Pshemko, które Marek proponuje Uli, jako zabezpieczenie. Wtedy Paulina przypomina sobie o problemie Marka i proponuje pomoc, o której rozmawiała z Aleksem, ale… Marek nie pozwala jej skończyć zdanie, tylko informuje, że sprawa jest już nieaktualna, ponieważ załatwił inwestorkę i możliwe, że wszystko zostanie sfinalizowane lada moment. Paula, słysząc, że chodzi o kobietę, natychmiast robi się czujna i naturalnie chce się dowiedzieć, kto to jest. Dobrzański nie zamierza jej wtajemniczać, dodaje tylko, że obiecał jej anonimowość.
Paulina postanawia zastosować inny chwyt – przecież nie mieli mieć przed sobą żadnych tajemnic. Ale i na to Marek ma gotową odpowiedź, bo przecież kiedy ostatnio ją o to prosił, nie wyszedł na tym najlepiej. Paula, coraz bardziej zdenerwowana, rzuca: “Świetnie. Tylko jak ma wyglądać nasz związek, skoro nie mamy do siebie zaufania..; Zaufania nie dostaje się z przydziału” – celnie ripostuje Marek Święte słowa, tylko, że wtedy chyba nawet przez myśl mu nie przeszło, jak bardzo uderzą również w niego i, że właśnie dlatego, że zaufania nie otrzymuje się z przydziału on, teraz, na to swoje stracone zaufanie tak bardzo musi pracować
Podejrzliwość i obawy Pauli rosną, kiedy proponuje mu wspólne pójście na kolację z Aleksem, a Marek odmawia, bo już się umówił z inwestorką. Tym bardziej trzeba mieć rękę na pulsie i sugeruje, że poszłaby z nim, żeby podziękować nieznajomej za pomoc dla narzeczonego. “Chcesz jej podziękować, czy mnie sprawdzić?” – pytanie pozostaje bez odpowiedzi, ale przecież wiadomo, że chodzi o to drugie.
Udało się, kredyt już załatwiony. Oboje, Ula i Marek bardzo się z tego cieszą i Marek przypomina jej tylko, że umówili się na oblewanie sukcesu.. Ula nie była pewna, czy mówił poważnie, ale teraz już wie. Za to tajemniczy, ale bardzo zadowolony Marek, nie chce zdradzić dokąd pójdą , bo ma to być niespodzianką.
Dla Cieplakówny, to wielkie przeżycie, w końcu pierwsze, wspólne wyjście razem, nie w sprawach służbowych, wieczorem, po pracy…” A więc wychodzimy – ja i Marek. Cudowne sam na sam. Żadnych rozmów o pracy, ani o Paulinie. Po prostu – zwykłe spotkanie przyjaciół. Ja i on – zajęty, zakochany, zaręczony”.
Niespodzianką Marka jest kolacja w eleganckiej restauracji, ale zanim tam wejdą Ula przypomni, że ma uczulenie na ryby i tylko to uratuje ich przed spotkaniem z przyczajoną tam już Paulą. Marek w samochodzie mówi Uli, że Paulina chciała iść z nimi, na co Ula, bez zastanowienia odpowiada, że to nie był dobry pomysł. Nawet Marka tym rozbawiła. Ula próbuje to jakoś wytłumaczyć, ale Dobrzański uspakaja , że on też by nie chciał, bo jest to w końcu tylko ich święto, a poza tym, nie chciałby też, żeby ktoś poznał jego tajemniczego inwestora. Skoro Marka niespodzianka nie wypaliła, Ula postanawia, że teraz kolej na nią. Ona woli bardziej intymne, romantyczne miejsca, od gwarnych i luksusowych restauracji i zabiera Marka do Palmiarni.. Duchowy klimat, idealny na takie wyjątkowe spotkanie. Siadają pod palmą, zajadając kanapki, które, zapobiegliwa Ula kupiła niepostrzeżenie na stacji benzynowej. Upajają się tym szczególnym klimatem. Jak na bezludnej wyspie. Ciszę przerywa telefon od Pauliny, ale Marek wyłącza go natychmiast. Na bezludnych wyspach przecież nie ma zasięgu.. Świetnie się bawią – są sami, żadnej firmy, kredytów, Pauliny, Aleksa, tylko ONA i ON. Marek wyobraża sobie, że właśnie jedzą homara, którego on własnoręcznie dla nich złowił. “Myślisz, że nas uratują? Nie wiem, przypłyną, przylecą?” “Oby- nie mówi do siebie Ula – mam nadzieję, że zostaniemy tu na zawsze.”
Czy można by się tak dobrze, swobodnie ze sobą czuć, gdyby było to tylko spotkanie “z obowiązku”, bo wypadało Uli jakoś podziękować, ewentualnie zapewnić sobie jej wsparcie na przyszłość? Jestem zdania, że zdecydowanie nie. Marek, choć może się nad tym nie zastanawia, czuje jakieś porozumienie dusz z tą niebywałą dziewczyną. Doświadcza czegoś nowego i to mu się wyraźnie podoba.
Czas wracać. Marek odwozi Ulę do Rysiowa i dopiero zwracają uwagę, że jest już późno, a oni tego wcale nie zauważyli. Szczęśliwi czasu nie liczą. No tak, już po 11-tej, ale jeśli Ula chce, to mogą jeszcze gdzieś pojechać. Ula chciałaby nawet na koniec świata, ale jednak może lepiej nie. Marek, na pożegnanie, całuje ją w rękę (“Boże, co on robi”) i widać, że to były dla niego niezapomniane chwile. “Zrobiłaś dla mnie więcej, niż ktokolwiek inny zrobiłby na twoim miejscu. Dziękuję”. I jeszcze ostatnie spojrzenie – tyle w nim ciepła, uwagi, radości… To podziękowanie dotyczy na pewno głownie kredytu, ale mam wrażenie, że nie tylko. Pokazałaś mi cudowne miejsce, nawet nie wiedziałem, że tak wspaniale można spędzić czas, byłaś tam ze mną, byliśmy tam razem… On to czuje, wie, że to było coś ważnego, tylko jeszcze nie zdaje sobie sprawy, co to oznacza.
Żeby nie było za miło, za prosto, już nazajutrz okazuje się, że ktoś robi czarny PR FD Sportivo. Coś trzeba z tym zrobić i to szybko. Marek już powiadomił znajomą dziennikarkę, która zrobi o nich rzetelny materiał a Ula ma ją o tym przekonać. W czasie rozmowy i ustalania szczegółów, tak zabawnie, swobodnie rzucają do siebie piłeczką do golfa. Zabawę przerywa wejście Pauliny, zaniepokojonej(?), że po tych artykułach nowy inwestor może się wycofać. Marek zapewnia, że nic takiego się nie stanie, ponieważ on ufa swojemu wspólnikowi. To miód na serce Uli- ufa mi, uśmiecha się do mnie porozumiewawczo, a w dodatku… mają wspólną tajemnicę przed Pauliną..
Dochodzi do nagrania programu. Dla Uli, to zupełnie nowa sytuacja i nie ma pojęcia, jak zachować się przed kamerą. .Kiedy już wydaje się jej, że jakoś poszło, rozwścieczony Pshemko robi awanturę, bo “ta osoba“ wszystko zepsuła. Marek próbuje go uspokoić, broni Uli, ale do mistrza już nic nie dociera. Nad kolekcją wisi fatum, a fatum, to Ula. Marek widzi, jak bardzo ona to przeżywa, zapewnia, że na pewno niczego nie zepsuła, a nagrane materiały obejrzy tylko dla świętego spokoju, a nie dlatego, że jej nie ufa.
U: Ja bym tam fatum nie ufała.
M: Fatum, to przeznaczenie, prawda?
U: Potocznie.
Marek obejmuje ją, patrzy w oczy i mówi:
- Więc nasze będzie bardzo dobre, wspólniczko.
Wtedy jeszcze żadne z nich nie myślało o tym, że rzeczywiście mogą być sobie przeznaczeni. Czy jednak te słowa miały być tylko pocieszeniem dla Uli? Może zgrabnym tekstem, który akurat mu przyszedł do głowy? A może siedział Markowi na plecach jakiś zupełnie niewidzialny i niewyczuwalny duszek, który szepnął mu, żeby był blisko tej dziewczyny?… Według mnie, zarówno ciepły gest, który wykonał i słowa, które wypowiedział były szczere i Marek zrobił to zupełnie odruchowo, tak, jak się postępuje wobec bliskiej osoby..
Niestety, kiedy przyszło do projekcji programu, w którym przecież miała wystąpić Ula, okazało się, że to Paula jest duchem opiekuńczym kolekcji i to ona wzięła udział w programie. Ula czuje się zawiedziona, uważa, że Marek ją oszukał. “Wybrał Paulinę. Czego ja się spodziewałam? Ona jest piękna, mądra i zostanie jego żoną”. Tak, pięknie jest siedzieć we dwoje w palmiarni, miło słyszeć, kiedy trzyma jej stronę, kiedy rozumieją się w pół słowa, ale przychodzą takie chwile, kiedy trzeba sobie przypomnieć, że przecież istnieje Paulina i to ona ma do niego prawo.
Marek widzi, że Uli jest przykro, z powodu nagrania, próbuje więc ją pocieszyć, wytłumaczyć, jak do tego doszło, że Paulina, jako ambasador firmy od zawsze promuje nowe kolekcje. Ula wszystko rozumie, choć jednak trochę przykro.
Do tego Maciek, który nie może darować Uli, że wzięła ten kredyt dla Marka. Ula, chyba bardziej dlatego, żeby jego uspokoić, niż z własnych obaw, zgadza się porozmawiać z Markiem, o sprzedaży starych kolekcji Pshemko przez swoją i Maćka firmę Kolekcje i tak miały być dla niej zabezpieczeniem, więc może będzie można na nich jeszcze zarobić. Marek jest trochę zaskoczony obecnością Maćka przy tej rozmowie, ale skoro Ula firmuje ten pomysł, to on zgadza się w ciemno. W czasie tego spotkania, do gabinetu wchodzi Sebastian i w Maćku rozpoznaje niedawnego adoratora Violi, który, “oszukał ją i zostawił “.. I w tym momencie, niestety zaczną pomału narastać , a potem, coraz bardziej przybierać na sile, różne niedomówienia, podejrzenia, naciski i różne inne krętactwa, których autorem będzie, nieufający Maćkowi, a przez to podejrzewający i Ulę o różne niecne zamiary, Sebulek.
Niestety, kiedy jedne problemy się kończą, inne już czekają za progiem. Okazuje się, że FD Sportivo ma bardzo złą prasę (pewnie za sprawą Aleksa). Marka bardzo to niepokoi, ale widząc, jak tym przejmuje się Ula, stara się ją uspokoić, wytłumaczyć, że takie rzeczy w biznesie, niestety się zdarzają. Dla Cieplakówny, nadal. jest to niezrozumiały i zakłamany świat. No, bo jak to jest, że nikomu już nie można ufać, Marek? Ten , przez chwilę przygląda się jej i z całym przekonaniem mówi :”Można. Weźmy ciebie i mnie. Możemy ufać sobie w każdej sytuacji. Prawda?” Ulę, niewątpliwie cieszą te słowa, ale i Marek zdaje się być o ich prawdziwości przekonany. No bo czy tak nie jest? Ula, za jego przyzwoleniem, coraz bardziej uczestniczy w jego życiu – tak naprawdę przecież tylko z nią rozmawia niemal o wszystkim, nie wyłączając spraw osobistych. Seba jest powierzchowny, Marek bardziej kojarzy mu się ze sprawami damsko-męskimi, niż problemami, wynikającymi z jego prezesury, ojciec, na którego opinii i akceptacji bardzo mu zależy, niejednokrotnie daje mu do zrozumienia, że nie spełnia nadziei, jakie w nim pokładał, A Paulina jest niemal wyłącznie zajęta , jak nie przygotowaniami do zaręczyn, to do zbliżającego się ślubu oraz nieustanie starająca się pomóc swojemu bratu.. A Ula jest zawsze, kiedy trzeba , pomoże, kiedy trzeba, pocieszy, kiedy indziej, postawi do pionu. Zaczynają bezbłędnie wyczuwać swoje nastroje, kiedy któreś z nich ma jakiś problem.
Marek znalazł sposób, żeby poprawić wizerunek firmy i nowej kolekcji – potrzebna jest dobra promocja, a tę może załatwić im dawna dziewczyna, koleżanka ze studiów, Julia Sławińska, która właśnie przybywa do FD. Początek znajomości obu pań nie jest najszczęśliwszy i jeszcze jakiś czas Ula będzie podejrzewała, że Marek i Julia są nie tylko dobrymi znajomymi.
Tu, na chwilę, odejdę od relacji Ula -Marek, ale zatrzymam się nad tym, że w Marku zachodzą jakieś zmiany, które są zauważalne dla otoczenia. Zarówno Seba, jak i Paula zarzucają mu , że nazbyt gorliwie, zawsze i wszędzie broni Uli, liczy się za bardzo z jej zdaniem, foruje, gdzie tylko może. Pewnie nie byłoby to takie dziwne, gdyby Ula, wyglądem przypominała którąś z modelek, ale ponieważ tak nie jest, to o co chodzi? I jeszcze zdanie, które każe się zastanowić nad tym, co tak naprawdę łączy Marka z Paulą – Julia, w restauracji mówi do niego “Myślałam, że ją (czytaj: Paulinę) rozpieszczasz. Mnie rozpieszczałeś”. No właśnie – czy nie dlatego tak było, że ją naprawdę kochał, a Paulinę….
Marek umawia się z Ulą na obiad, żeby omówić kilka firmowych spraw oraz pogadać o działalności “Prosiaczka”, wtedy jednak pojawia się Julia z jakąś niecierpiącą zwłoki sprawą.. Ula jest przekonana, że ich spotkanie nie dojdzie do skutku, bo Marek na pewno wybierze Julię. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy okazuje się, że dla niego jednak ona okazała się ważniejsza. Myślę, że w tym momencie istotnie tak jest, bo przecież Marek mógłby użyć jakiegokolwiek pretekstu, żeby spotkanie z Ulą przełożyć, jeśli chodziłoby tylko o relacje szef- asystentka..
Do gabinetu Marka, niespodziewanie wpada Klaudia i zachowuje się w stosunku do niego raczej prowokacyjnie, robi mu wymówki z powodu Julii. Marek jednak nie daje się sprowokować i dość ostentacyjnie odrzuca jej zaloty. Przecież jeszcze nie tak dawno, nie odpuściłby sobie takiej okazji, bez względu na wszystkie jej grzeszki . Chodzi tylko o to, że stał się nagle statecznym narzeczonym? Jakoś mi się nie wydaje.
Ula wie, że Klaudia, to pokusa, więc niezbyt długo wytrzymuje pod drzwiami i wchodzi. Zadowolona, że nie zobaczyła tego, czego się obawiała, mówi do Marka, że ma wolną linię na telekonferencję. Konsternacja, ale już po chwili Marek wie, o co chodzi i Klaudia, chcąc nie chcąc, musi opuścić gabinet. Do oczekującej w sekretariacie Klaudii dołącza Domi i dochodzi do kłótni między nimi. Ula nie jest w stanie zapanować nad nimi, więc idzie do Marka z pytaniem :”No to co robimy?” W odpowiedzi słyszy: ”Dziękuję ci Ula za to MY, bo to jest mój problem”. No właśnie, coraz częściej pojawiają się sytuacje, kiedy nie ma Marka i Uli, tylko są oni. Że Uli to nie przeszkadza, to zrozumiałe, ale Markowi najwyraźniej też nie.. I wcale nie kryje się za tym jakaś nieszczerość, czy inne kombinacje.
Po całej akcji z kłócącymi się modelkami, którą Uli udało się sprytnie rozwiązać, zasiadają na słynnej kanapie w markowym gabinecie, żeby pogadać, bo Marek ma już tego wszystkiego dość.
U: To może czas coś z tym zrobić?
M: Tylko to nie jest takie łatwe, zapomnieć o starych grzechach. Założę się, że ty nie masz żadnych słabości.
U: Jedną mam. ( Ula przestraszyła się, że Marek domyślił się , że chodzi o niego, ale kiedy okazało się, że miał na myśli krówki, odetchnęła z ulgą) Tylko, że jak już zostało powiedziane, Marek zna Ulę coraz lepiej i zorientował się w mig, że jest jeszcze jedna słabość.
M: Czekaj, czekaj, jest jeszcze jedna i ja nic nie wiem o tym?
U: Nie, nie. Może rzeczywiście masz rację. Może to nie jest takie łatwe zerwać z czymś, do czego ma się słabość?
M: Wiesz, gonisz króliczka i nie możesz przestać
U: Jeśli się czegoś bardzo chce…
Zdanie dokańcza Marek – to kolejny dowód na doskonałe porozumienie między nimi. Zaprasza Ulę na obiad. “Zjemy, porozmawiamy o firmie, a potem opowiesz mi o swoich słabościach. W końcu przyjaciele nie powinni mieć przed sobą tajemnic. Ja ci o swoich opowiedziałem. Czuję, że to będzie obiad zwierzeń”
I ciekawe, czym by się to skończyło, gdyby nie pojawił się Maciek, który także postanowił uczestniczyć w rozmowie o “Prosiaczku”. Zarówno Marek, jak i Ula, nie są z tego zadowoleni.
Sebastianowi coraz bardziej nie podoba się uzależnianie się Marka od Uli i Maćka, przez zaciągnięty dla niego kredyt., przedstawia wizje, jak to Ula będzie go miała w garści i jak może to wykorzystać. Złości go pewność Marka, że “Każdy tylko nie Ula”. Marek postanawia jednak przepytać Maćka na okoliczność jego znajomości z Ula, posiadanych kwalifikacji. Daje mu też do zrozumienia, że wie o historii z Violą i o tym, w jaki sposób się z nią rozstał i nie chciałby, żeby Uli coś podobnego się przytrafiło. Tym najbardziej ujmuje Maćka. “on się naprawdę tobą przejmuje, on cię ceni i ma do ciebie mega zaufanie”.
Seba, jakby głuchy na wcześniejsze słowa Marka jątrzy dalej – namawia go, żeby wykorzystał niechęć Pshemko do sprzedaży swoich kreacji przez Internet i wyfiksował się z układu z Ulą i Maćkiem, ale Marek ponownie się nie zgadza.
Wieczorem Julia i Marek, w gabinecie wspominają dawne czasy, swoją znajomość. W pewnym momencie Julia chce pocałować Marka., ale ten błyskawicznie odwraca głowę. Robi tak z myślą o Pauli, czy może z innego powodu?
W tym czasie, w bufecie dziewczyny urządzają sobie Andrzejki, wróżą z wosku i Ula boi się, że wyjdzie na jaw jej uczucie do Marka. Ustawiają buty i wychodzi na to, że Ula pierwsza znajdzie ukochanego i będzie to ten, którego pierwszego zobaczy. Wchodzi Marek. Przyszedł po szampana. Dziewczyny wygadują się , że Ula będzie musiała go poślubić, bo tak wyszło z wróżby. Marek zaskoczony, Ula wściekła.. Marek mówi, że nie dziwią go protesty Uli, bo powinna znaleźć sobie kogoś lepszego. Ula wypala bez zastanowienia :”Ale ja nie chcę”. Marek zamiera, ale ona szybko ratuje sytuację, dodając, że nie chce, bo nie wierzy we wróżby. Na co Marek, nadal. zmieszany szepce do niej, że on też nie.
Następnego dnia Ula przeprasza Marka za te żarty z wróżbami.
M: Ula, ja wątpię, żeby ktokolwiek posądził nas o romans. Ty jesteś przecież taka porządna, a ja… mam narzeczoną – dodaje zmieszany..
“Ja- kamień z serca, on – serce z kamienia”.
Marek, w bufecie słyszy, jak dziewczyny mówią o Uli i Maćku. Jest zdziwiony, że Ula rzekomo kocha się w nim skrycie.. Tylko zdziwiony, czy może też trochę zaniepokojony? A jeśli zaniepokojony, to dlatego, że Seba może mieć rację, że Maciek będzie nią manipulować, czy może z innego powodu?. To jeszcze nie koniec niespodzianek tego dnia. Do Uli przychodzi Adam, zagaduje, przepytuje o samopoczucie. Ula nie wie, o co chodzi, ale rozmowę podsłuchuje Marek. Kiedy się ujawnia, Adam znika, a Marek, jakoś dziwnie przygląda się Uli.
Jakby cały męski ród sprzysiągł się tego dnia przeciwko Cieplakównie, a może Markowi? Następny w kolejce, z bukietem kwiatów pojawia się Rafał. Rozmawiający na korytarzu z Sebastianem, Marek widzi to i jakoś nie jest mu wesoło. Zwraca to nawet uwagę kumpla :”A ty co, zazdrosny jesteś?” Marek podenerwowany odpowiada “ Nie zazdrosny, ale ty wiesz, ilu facetów się tu dziś przewinęło? (nawet przypomniał sobie, skąd zna Rafała). To nie jest dziewczyna, którą pierwszy lepszy facet może zmanipulować”. Jasne, tu ma rację, bo bardzo dobrze już Ulę poznał, ale dotąd też nikt się przy niej nie kręcił i on miał ją “na wyłączność”, choć pewnie wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. A teraz co? Nagle coś ukłuło? Nie daje mu to spokoju. Musi się dowiedzieć, o co chodzi? Dość kiepsko mu to idzie, ale wypytuje o Rafała – nie, to chłopak Eli , o Adama – ten, to pewnie znowu coś kręci. No i dalej nic nie wie. Drąży nadal. :”Myślałem, że któryś z nich, to ta twoja tajemnicza miłość. Mówiłaś mi, pamiętasz, że się zakochałaś, jak głupia.” Uważnie się jej przygląda, ale Ula nie może spojrzeć mu w oczy.
U: to żaden z nich.
M: To jest ktoś inny? – Marek nie daje za wygraną.
U: No tak, to jest zupełnie ktoś inny.
Patrzą na siebie z uwagą przez dłuższą chwilę. Nie wiem, czy udało mu się coś wyczytać ze spojrzenia Uli, ale sam na pewno okazał jakieś zaniepokojenie sytuacją, a może i własną dociekliwością.. Kiedy Marek w końcu znika za drzwiami gabinetu, Ula myśli “A ten co, zazdrosny? Bez sensu. O samego siebie?”.
Premierowy pokaz kolekcji FD Sportivo tuż tuż. Markowi przychodzi stoczyć prawdziwą wojnę z Pauliną i nakręconą przez nią Julią o obecność Uli na pokazie. “Nie może na premierze zabraknąć MOJEJ asystentki. Ula musi tam być. Koniec i kropka.” Paulina walczy i Marek też. Próbuje o tym z Ulą porozmawiać, ale widzi jej zaangażowanie i nie wie, jak to zrobić. Wreszcie Ula kończy za niego zdanie “Mam nie przychodzić na pokaz, tak?”
M: Co? Nie, no absolutnie musisz tam być, tylko poczekaj, bo ja się nie wysłowię…
Wyjmuje z szafy pudełko. – To prezent dla ciebie. (Sprawia mu to ogromną radość)
U: dla mnie?
M: Otwórz. – cały czas ją uważnie obserwuje
Ula wyjmuje piękną wieczorową sukienkę. Jest zaskoczona i wzruszona.
M: Zależy mi, żebyś wyglądała wyjątkowo w naszym wielkim dniu.
Ten prezent, to wielkie przeżycie dla Uli, ale chyba wcale nie mniejsze dla Marka.. Chciał jej zrobić przyjemność, ale także chciał, żeby wyglądała wyjątkowo, żeby wszyscy mogli podziwiać tę jego asystentkę. To nie był jakiś tani gest, bo on dopytuje się, czy rzeczywiście się jej podoba, jest ciekaw, jak będzie pasowała. Przed samym pokazem jeszcze dzwoni do Uli, z zapytaniem, czy wszystko dobrze z przygotowaniami, nie zwracając uwagi, że rozmowę słyszy Paula, nie ukrywa radości z pokazu, ale i z tego, że zobaczy ją w nowej sukience. No tak nie rozmawia prezes z asystentką, a nawet przyjaciółką.. On nie potrafi ukryć emocji, choć nadal. nie wie, czemu tak się dzieje. W dodatku, przygotował dla niej jeszcze jedną niespodziankę – ma z nim wyjść na scenę przywitać gości.
Niestety, Viola zadbała o to, żeby wszystko popsuć i pocięła sukienkę o czym Ula przekonała się zbyt późno . Marek woła ją na scenę, a ona nie ma pojęcia, co zrobić. W końcu, zdesperowana zakład szlafrok z logo FD , bokserskie rękawice i wychodzi na scenę.. Na sali madame Ingrid Kruger, od której zależy być albo nie być kolekcji, a tu taka wpadka. Na szczęście całą sprawę ratuje sama Ula następnego dnia, będąc tłumaczem Ingrid, podczas jej wizyty w firmie. Przy okazji wychodzi na to, że Ingrid podobał się pokaz i pomysł na ubiór Uli również.
Tymczasem Marka dopadają grzechy przeszłości – Julia mówi mu, że Aleks wie o ich romansie z przed lat. Romansie, przez który rozpadł się ich związek z Aleksem. W dodatku, Viola po awanturze z Sebastianem gdzieś zniknęła i nie daje znaku życia. Ula chce, żeby Marek pomógł jej ją znaleźć. On nie chce, ale kiedy ona nadal. prosi, ulega. To nie pierwszy raz, kiedy nie potrafi jej odmówić czegoś. Przy okazji, zauważa jeszcze jedną rzecz, Ze Ula, której Viola sprawiła tyle przykrości tak bardzo się o nią martwi, gdy tymczasem jej przyjaciółki Pauliny nic jej los nie obchodzi.. Ula pokazuje Markowi w komputerze, jaki list napisała do Violi, ten pochyla się nad nią, ich spojrzenia się spotykają i Marek odsuwa się zaniepokojony. Coś poczuł i się zląkł?. Marek postanawia sam napisać list, ale kiedy Ula siedzi obok niego, wyraźnie nie może się skupić i prosi ją, żeby zostawia go samego. Mareczku, co się z tobą dzieje?
Marek jedzie z Ulą na spotkanie z Violettą.. Jest zamyślony, myśli o obiedzie u rodziców, na którym, jak podejrzewa, . Aleks powie wszystkim o jego romansie z Julią. Ula, mając na myśli Violę, mówi mu, że jest dobry w przekonywaniu kobiet.
M: Bo kłamię, jak świnia, co? […} jestem świnią. Co, nie wiedziałaś o tym?
U: Nie jesteś. Gdybyś był, to nie zajmowałbyś się sprawą jakiejś tam Violetty, z którą nie masz nic wspólnego.
M: No to akurat ty nie do tego namówiłaś.
U: no, świni bym nie namówiła.
Marek opowiada jej historię swojej znajomości z Julią oraz młodzieńczego, nieprzemyślanego romansu wtedy, gdy ona był a już z Aleksem. Na końcu pyta :”Czyli kto jest świnią” Ula stwierdza tylko, że cała trójka, to świnie.
U: Podobno to, co dajemy innym, kiedyś do nas wraca.. To akurat Marka nie pociesza. Jest trochę speszona tym, że opowiada jej o tak osobistych sprawach, ale on ją uspokaja “Sam ci to opowiadam, w końcu jesteśmy przyjaciółmi”. Ula radzi, żeby porozmawiał z Aleksem, lecz nie po to , żeby go przekonać, żeby nikomu nie mówił, ale żeby to wyjaśnić, to może wszystko jakoś się ułoży. Marek patrzy na nią bardzo poważnie i uważnie.
M: Ty jesteś aniołem, wiesz? Szkoda, że ciebie wcześniej nie spotkałem. Żaden przyjaciel nie powiedział mi, że jestem świnią. No, może po prostu, sam o tym nie wiedziałem..
Ula po tej rozmowie “Marek, to jest bardzo dobry materiał na bardzo dobrego człowieka, elitarna tkanina. Tylko trochę się zagubił”.
Marek, za radą Uli, decyduje się porozmawiać z Aleksem, ale ten nie chce z nim rozmawiać. Za to podczas obiadu u Dobrzańskich, trzyma wszystkich w niepewności. Okazuje się jednak, że strach i napięcie widziane w oczach Julii i Marka, przynajmniej chwilowo mu wystarczyły. .Obojgu spada ciężar z serca.
Jednak Ula, kiedy słyszy, od Marka, że mu się upiekło, nie może zrozumieć jego zadowolenia. A prawda? “Ula, prawda nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem”. Ona jednak ma wątpliwości, czy nie Zasze dobrym, czy raczej, nie zawsze wygodnym.. Niestety, jeszcze trochę i sama się przekona, że jednak Marek miał trochę racji.
Kiedy Adam przynosi faktury za jakiś tajemniczy “kociołek uniesień”, “Westchnień czar”, “kolację dla dwojga”, Ula jest przekonana, że to Marek z Julią świętowali swój mały sukces.. Marek wszystkiemu zaprzecza, o niczym nie wie. Kiedy docierają do niej kolejne faktury, tym razem za masaż dla dwojga, a w dodatku widzi Marka rozmawiającego z Julią, jest po prostu wściekła.. Kiedy Marek pojawia się u niej, traktuje go, służbowo.. Ale on natychmiast dostrzega, że coś jest nie tak. Ona go zbywa, on się nie poddaje.. “Ustaliliśmy, że nie ściemniamy. Zdecydowanie wolę gorszą prawdę, niż lepsze ściemnianie? Ula nadal. nie reaguje.. No tego już za wiele, Marek wyraźnie się zdenerwował :”Powiesz mi, czy nie”, a kiedy Ula mówi, że nie potrafi, prosi, żeby napisała, ponieważ nie chce, żeby między nimi były jakieś ukryte pretensje.
Marek idzie do Aleksa wszystko szczerze wyjaśnić i dopiero wtedy dociera do niego, jak bardzo kiedyś go skrzywdził.
Ula, napisany list wkłada do kalendarza Marka. Nie było to łatwe, ale przecież prawda oczyszcza i jeśliby mu tego nie napisała, nie umiałaby mu wybaczyć. Kiedy okazuje się, że to Viola podszyła się pod Julię i to jej dotyczą te nieszczęsne rachunki, Ula chce zabrać list, ale okazuje się za późno, ponieważ kalendarz Marka, wraz z listem zabrała Paulina..
Tymczasem Marek opowiada Uli o przebiegu rozmowy z Aleksem i jest załamany tym, co usłyszał, zobaczył i co sobie uświadomił. Takich rzeczy się nie wybacza..
Ula stara się go uspokoić : WSZYSTKO MOŻNA WYBACZYĆ, TYLKO TRZEBA CZASU..
Przypomnienie sobie tych ważnych słów, przydałoby się aktualnie obojgu, bo teraz dla nich są nadzieją.
Kończę na 103 odcinku. Ciąg dalszy nastąpi. Mam nadzieję, że uda mi się trochę szybciej, niż z tą częścią.
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:22
Tristesse – mamy nadzieję
To 47 omnibusów, robi wrażenie! Ciekawe ile odcinków dałoby radę na raz obejrzeć, bez pauzy? Może zrobimy kiedyś zawody
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:24
doliczając: 10 min co 3 godziny na sikundę,
5 godzin na lekki sen (bez przepychu, średnio “wystarczający”)
krótkie pogaduchy
wychodzi:
4,5 dnia w zaokrągleniu -
jednym słowem tydzień urlopu tylko z Brzydulą
kasik – sen niekontrolowany – to już siła wyższa
obyśmy przez to zmorzenie w narkolepsję jeszcze nie wpadły!
Tristesse
witaj
Monia :)
16 lis 2009 o godz. 02:25
“Albo zorganizujmy zlot-maraton, dużo popcornu, szarlotki i rogali Maryśkowych i BrzydUla
”
Kasik ja jestem jak najbardziej za
Ale dopiero koniec grudnia.. To by było ciekawe..
Gdzie Lucynka?
Gdzie ŻAK?
Przecież to już dawno ich pora..
ŻAK to pewnie sobie smacznie z dziećmi śpi.. (choć nie chce mi się po telefon ruszyć żeby się upewnić)
A Lucynka czyżby znów problemy z netem bądź kompem?
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:25
lawal: Witaj:)
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:27
ŻAK – pod poprzednim newsem się przywitała i uprzedziła, że idzie na tvn film oglądać – miał się skończyć coś koło 2 …
nexus
16 lis 2009 o godz. 02:28
Tristesse, bry
:*
A jeśliby liczyć:
1 odcinek 22 min
= 5170min
~ 86h
~ 3,5 doby
— długi weekend? o.O
a gdzie czas na: 6.media.tumblr.com/AZN7wsuV4p14lanzWU2uY1dWo1_500.gif
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:32
Koleżanka Maryśka mnie emilkowo nawiedziła, odpisałam od razu, żeby potem nie być posądzona o jakieś zdrady stanu
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:33
lawal:
Gdy rozpoczelam ogladanie Brzyduli to mialam dzienny po 10 odcinkow na poczatku (po pracy do pozna w nocy). A mialam do obejrzenia 158 odcinkow. Pozniej juz ilosc ogladanych odcinkow dziennie spadla. Na dluzsza mete tak nie mozna. Piosenka z czolowki choc fajnie sie slucha przy jednym odcinku to przy 10 dostawalam szalu, nie moglam juz jej sluchac:(:(
To takie spojrzenie na realia maratonu Brzyduli przez prawie 5 dni:):):)
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:37
nexus czy to juz my? czy jeszcze nam trochę zostało?
Monia koniec grudnia oczywiście ze tak, ale ja znowu z doskoku tylko, nie zapominajcie że szkoła już za mną i wolnego nie mam
Tydzień wolnego, gdyby nie to że domek bedzie do urzadzania i ew. L4 na malowanie lub inne prace wnetrzarskie zużyte będzie, to byłby maraton jak nic
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:37
nexus, Monia : Witajcie
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 02:38
nexus hehe
lawal… kasik coś ostatnio o czerwonych latarniach majaczy
kasik… jeść można w międzyczasie… tylko co z pluciem na ekran lub współoglądaczki? ja poproszę jeszcze o „przerwę na papierosa”…chyba, że z kicania zrezygnuje
jaki film???
Tristesse :*
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:39
Tristesse, piosenki – odliczyłam (odc = 20 min)
wiem o czym mówisz,
w wakacje, gdy lurpak zasponsorował wejścia do archiwum plejady, też sobie taki maraton urządziłam,
ale u mnie było na odwrót – najpierw 2-3 odcinki,
a potem …. poleciało
bywały noce, że nie spałam,
nerwowo w domu wtedy było
bo rechotałam na full decybeli bez względu na porę…
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:39
Piosenkę omijać można, co zresztą zazwyczaj czynię. Omnibusy fajne są, bo tylko raz się pojawia. Niestety na DVD już tak nie jest. A szkoda..
Film co go żona oglądać miała już się skończył, więc o ile ksera nie walnęła, można jej sie niedługo spodziewać.
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:39
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie…)
Witaj:)
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:44
Lesna Tobie czerwona już nie grozi, mi za to po nocach śnić się niedługo będzie

Pewnie, że jeść można w trakcie, ale ktoś donosić musi. Jakiegoś odpornego na działanie Brzyduli znajdziemy czy żarcie na telefon z dostawą do kanapy?
Z pluciem czy krztuszeniem się mógłby być problem. Więc chyba jednak krótkie przerwy na posiłki. I kawę
Ja jak pierwsze odcinki narabiałam, chyba ok 50, to zaczynałam od jednego-dwóch, a potem to i na pięciu nie mogłam skończyć. A potem znalazłam bloga…
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:45
Probowalam ominac piosenke ale tak wcalosci sie jednak nie dalo. Czasami akcja odcinka rozpoczyna sie juz od pierwszej sekundy wiec zawsze koncowka piosenki byla i choc to nie wiele ale juz zgrzytala w uszach(nawet te ostatnie sekundy) slyszac ja po raz n-ty
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:46
Lesna
o przerwie na papierosa też myślałam, w kategorii “krótkie pogaduchy” doliczyłam
ta dyskryminacja mnie wkurza -
10 minut przerwy –
fajka 1., a gdzie sikunda??
wychylać się w miejscu publicznym, jak wczoraj anonim zauważył
, nie chciałam z czymś tak niepoprawnym…
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:47
Kasik:
A co jak przyjdzie pojsc tam gdzie krol piechota chodzi? W kazdym krzeselu otwor aby nie robic niepotrzebnych przerw?
hi hi hi
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:48
To teraz tylko pozostaje ustalić czas i miejsce
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 02:49
no jeszcze tylko jeden tysiącpostowy niusik mi został
może przyspieszę na fali optymizmu
Donka19882 14 lis 2009 o godz. 00:22 u nas w Krakowie to wszystko mamy pięknie oznakowane , wchodzisz do tramwaju , i Grzesiu Turnau , albo Dymna mówią Ci na którym przystanku jesteś
mnie się podobał ten głos z warszawskiego metra… jak jechałam do szkoły… zawsze przysypiałam, a on tak mi mruczał do uszka… choć wolałabym do łóżka… spać nie pan
jukaka 14 lis 2009 o godz. 00:28 … o Maćku… ja to widzę bardziej jednak jak pod wiatr … nie róbmy z Maćka kolejnego manipulatora… po prostu chce dla niej jak najlepiej… ale Ci co chcą dla nas jak najlepiej odwołują się do swoich doświadczeń i do swoich uczuć… tak jak i my gdy chcemy dla kogoś „jak najlepiej”… rezygnacja z tego jest wielka sztuką… nawet nie wiedziałam jak wielką … mój syn coraz starszy, a mi coraz z tym trudniej…
Lucyna 14 lis 2009 o godz. 00:31 jol lisy bardzo prosto. Świecisz latarką i liczysz pary oczu.
rozmowy o miejscach… być i mieszkać..
betusia… ja kiedyś byłam u koleżanki w okolicach Białołęki… droga się skończyła, a dalej był las… może nie będzie tak źle
aYaTH… ja w Poznaniu nigdy nie byłam… czyli tylko za Grabaża
nexus 14 lis 2009 o godz. 01:58 zomix rulez ja zawsze byłam wielbicielka kota i ptaka i Polski krasnoludkowej
Żona Adama Kapcia,czyli ŻAKlina z małym HAIKU…..ale…Co Żona Dasia w domu nauczy…..to i w pracy będzie umiał
14 lis 2009 o godz. 02:01
Żono… każdemu według… widzimisię
Lucyna 14 lis 2009 o godz. 03:50
Gdyby ktoś coś ode mnie chciał to czekać proszę, bo w tle jestem.
Grzebię w necie (prawie jak kura).
Wizualizowałam sobie Jodłowską jako kurę… i Sienkiewicz… „i ten pies tak na nią skoczył”
mistmist (w każdej bajce jest jakiś Marek) 14 lis 2009 o godz. 09:44
Uline oczy wpatrzone w Marka i jej “mógłbyś?”
taaa, a potem cwaniakowanie do Violi… jaka to ja twarda kobieta sukcesu jestem… na okres próbny… hehe
Lucyna 14 lis 2009 o godz. 15:08
a było jak zawsze… poszedł i nie wrócił
łudzę się że to nie przeze mnie
sandrax jak to nic nie jadłaś. A literki?
- “niec nie jdałam” – no boskie.
Lesna to a niech tam mnie rozwaliło. I jak było?
prostuję… Sandra nie jadła… trochę tylko pogrzebała jak kura
Monia :)
16 lis 2009 o godz. 02:50
kasik ja o Tobie pamiętam.. i wiem, że u Ciebie z wolnym inaczej niż u mnie..
ale Ty zdolna dziewczynka więc zawsze coś wykombinujesz
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:51
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:46
a gdzie sikunda??
Fajne
:):)
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:51
I wszyscy w tym samym czasie
to by było ciekawe
szczególnie przy dużej ilości kawy
do dopracowania
Żona Adama Kapcia,czyli ŻAKlina z małym HAIKU.....ale...Co Żona Dasia w domu nauczy.....to i w pracy będzie umiał ;)
16 lis 2009 o godz. 02:53
no jestem………
takie opóźnienie małe………
przeczytałam trochę coście na wypisywały………
się zaraz wypowiem
hehehe
Lesna (bogowie czemu wy nie grzmicie...)
16 lis 2009 o godz. 02:54
jeszcze nie do końca opanowałam te zgrubianie i pochylanie…
lawal
16 lis 2009 o godz. 02:55
kasik, masz rację o tym nie pomyślałam,
jak wszystkie razem – to myślę, że chyba najłatwiej byłoby na tzw. łonie natury … panie na prawo, panowie (jeśli będą, może ci żarcie donoszący?) na lewo…
kasik
16 lis 2009 o godz. 02:57
wiadomo, że zdolna
to że pracująca nie znaczy że uwiązna
coś się wykombinuje, wiadoma sprawa
ale jak pomyślę o tym wolnym, co człek kiedyś miał…
Tristesse
16 lis 2009 o godz. 02:57
Dziewczyny. Oj nie moge trzymam sie za brzuch ze smiechu:):):)