Sebastian Fabijański /Agencja W. Impact

Sebastian Fabijański, czyli Adrian Kuś z “Belfra”, wyznał niedawno, że jakiś czas temu chorował na depresję i nie wierzył, że kiedykolwiek będzie szczęśliwy. – Ogarnął mnie całkowity mrok i pustka – wspomina i dodaje, że nie wie, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie poprosił o pomoc… Boga!

Sebastian Fabijański, który za dwa tygodnie świętować będzie swe 30. urodziny, nie kryje, że były w jego życiu chwile, kiedy na nic nie miał ochoty… Młodego aktora dopadła depresja, z którą nie potrafił sobie w żaden sposób poradzić!

- Szedłem po bandzie z imprezami i alkoholem. Codziennie budziłem się z poczuciem braku jakiegokolwiek sensu. Stałem się człowiekiem wypełnionym bólem i kompletnie pozbawionym wiary w lepsze jutro – zwierzył się Katarzynie Olubińskiej na łamach jej książki “Bóg w wielkim mieście”.

Depresja, na którą zachorował, doprowadziła do tego, że odsunął się od wszystkich znajomych i przyjaciół, zamknął w domu i myślał tylko o tym, jak przetrwać kolejny dzień. Mama Sebastiana Fabijańskiego, widząc, że jej ukochany syn jest bliski załamania, namówiła go na wizytę w kościele.

- Uklęknąłem przed obrazem “Jezu, ufam Tobie” i zacząłem płakać tak, że nie mogłem się powstrzymać. Łzy leciały same… Poczułem jakąś bliskość, jakby ktoś mnie przytulił – wspomina odtwórca roli Adriana Kusia w ”Belfrze”.

Sebastian Fabijański twierdzi dziś, że pokonał depresję tylko dzięki mamie i temu, że pomogła mu odzyskać wiarę w siebie, w życie i w… Boga. Jak informuje magazyn “Dobry Tydzień”, 30-letniego aktora w każdą niedzielę spotkać można w kościele ojców Dominikanów znajdującym się na warszawskim Służewie, gdzie po mszy w skupieniu modli się przed obrazem Chrystusa. Sebastian codziennie znajduje czas na modlitwę…

- Proszę Boga o zdrowie i dziękuję za wszystko, co się dzieje w moim życiu. Wiara daje mi gigantyczną siłę, większą niż cokolwiek na świecie – twierdzi.